AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Recenzja: Aladdin Killers „Tangens Cotangens”

Instrumentaliści kojarzeni ze 100nki i koncertowego składu Abradaba zdecydowali się nagrać autorski materiał. Aladdin Killers, bo o nich mowa, w ubiegłym roku zaprezentowali album „Tangens Cotangens”. Jak wyszło? O tym w recenzji.

Aladdin Killers (foto: materiały prasowe)

Tytuł płyty grupy Aladdin Killers nieco mnie zaniepokoił. Jestem humanistą. Z matematyką może aż takich problemów nie miałem, w liceum o zdanie z tego przedmiotu do następnej klasy martwić się nie musiałem, ale na bardzo dobrą ocenę też nie miałem co liczyć. Zwrot „Tangens Cotangens” od razu przypomniał mi trochę z tamtych już nieco odległych czasów, sprawiając jednocześnie, że na moment wróciłem do korzeni – wszak jako uczeń liceum postanowiłem założyć twór, który funkcjonuje dzisiaj pod nazwą AxunArts. Tak jak wtedy w mojej głowie kotłowało się sporo muzyki, tak i na płycie „Tangens Cotangens” dostajemy prawdziwy dźwiękowy miszmasz. W trzynastu utworach (pechowa liczba? a skąd!) zespół sięga po stylistykę jazz, funk, elementy hip-hopu, a nawet elektronikę spod znaku breakbeatu.

Katowicki kwartet zdecydowanie stawia na energię w klimacie retro. Brudne brzmienie plus instrumenty, takie jak chociażby organy Hammonda, jednoznacznie kierują naszą uwagę na czas przeszły i jazzowy nurt fusion („Like a Bigamist With One Salary”). Funkowe akcenty uwydatnione zostają przez użycie charakterystycznej linii basu („Cunning Yeast”), a samplowane wstawki dodają wszystkiemu swoistego smaczku („Gastronomy to the Furthest Degree”). Z kolei w „Whatheered Madness” otrzymujemy szalejącą perkusję, której wtórują klawisze i elektronika. Numer petarda, w trakcie słuchania którego groove wręcz wylewa się z głośników. Aż boję się pomyśleć, co dzieje się na koncertach, kiedy zespół wykonuje go na żywo. Na albumie pojawiają się również elementy turntablizmu (wspomniane już „Gastronomy to the Furthest Degree”).

Chociaż „Tangens Cotangens” to w większości dość dynamiczna płyta, najbardziej podobają mi się te fragmenty, które przełamują to tempo. Mam na myśli utwory „B.E.B.O.K” (ładny gościnny udział trębacza Klaudiusza Kłoska) oraz „Cotangens”, gdzie oniryzmu nadaje fortepian i w takim też nastroju zespół żegna się ze słuchaczem. Całość wzbogacona zostaje dodatkowo (w formie sampli) dialogami lub wypowiedziami z anglojęzycznych filmów, co wprowadza pewien element humorystyczny lub umiejscawia kolejne utwory na ich płaszczyźnie tematycznej.

Dla tych, którzy oczekują na porównania do przedstawicieli zagranicznej sceny, powiedziałbym, że Aladdin Killers to w pewnym sensie polska odpowiedź na kolektyw The Herbaliser Band lub London Funk Allstars. Osobom szukającym po prostu dobrej muzyki wystarczyć powinny powyższe akapity i całkiem przyjemna ocena końcowa. Ja z kolei wpisuję śląski zespół na listę wykonawców, których muszę zobaczyć na żywo. Z takim podejściem do muzyki nudno z pewnością nie będzie. (MAK)

Aladdin Killers „Tangens Cotangens”
(2015; wydanie własne)

Advertisements

About Mateusz "Axun" Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w jednym z liceów uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 2016-01-23 by in Recenzja and tagged , , , , , , , , , .

Jestem na Zblogowani.pl!

zBLOGowani.pl
%d blogerów lubi to: