AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Krótka piłka #304: „Vintage Dreamin'”, „Humbadum”, „Dreamcatcher”

W 304. odsłonie cyklu Krótka piłka za sprawą ciekawych płyt zabieram was w muzyczną podróż do Francji, Australii i USA okresu, w którym dominowali artyści z wytwórni Motown.

Joshy Soul „Vintage Dreamin’”
(2016; wydanie własne)
Z krainy Mormonów, stanu Utah, do ery analogowych soulowych nagrań. W taką podróż zabiera nas dwudziestopięcioletni wokalista Joshy Soul, który na swoim pierwszym studyjnym albumie „Vintage Dreamin’” umieścił osiem bujających, spokojnych, ciepło otulających piosenek. Tytuł płyty mówi nam już wiele – to nie materiał dla osób szukających nowych brzmień. To zdecydowanie pozycja dla miłośników stylistyki Motown i rhythm and bluesowego vibe’u. Większość piosenek to balladowe utwory. Ktoś powie z pogardą „pościelówki”, ja przyjmę nazewnictwo mówiące o spokojnych numerach poruszających kwestie damsko-męskich relacji. W grupie tej wyróżnia się szczególnie zamykający płytę „Darlin’ Dalin’” ze spokojnie prowadzoną narracją na tle sekcji dętej. Znalazło się na albumie również miejsce dla bardziej swobodnego, żywszego „Hey You”, gdzie klimat oparty jest głównie na saksofonach. Moim faworytem jest z kolei „Make My Day” – z ładnymi kobiecymi chórkami podbijającymi fragmenty śpiewane przez Joshy’ego. Momentami Joshy Soul swoim sposobem śpiewania przypomina Johna Legenda, jednak nie posuwałbym się za daleko i mówił od razu o kopiowaniu. Czarnoskórzy wokaliści soul/r&b już tak po prostu mają. Oczywiście można zarzucać „Vintage Dreamin’”, że to materiał zbyt oparty na przeszłości i standardowych elementach tworzących stylistykę znaną z płyt Motown (jak chociażby trzymająca rytmikę charakterystyczna gitara basowa, instrumenty dęte sprytnie przedłużające wokal w końcówkach fraz, a także wspomniane już damskie chórki). Tylko czy jest to aż tak duży problem, jeśli efekt końcowy okazuje się przyjemny dla ucha?

Haba Dudes „Humbadum”
(2015; wydanie własne)
W przedostatni dzień grudnia australijski projekt Haba Dudes opublikował w sieci swój materiał zatytułowany „Humbadum”. Nie jest to debiutancka płyta muzyków z drugiej półkuli, jednak pierwsza, jaką miałem okazję sprawdzić. Pomimo początku roku na liście „do posłuchania” uzbierało się już kilka tytułów, dlatego też odpuściłem wcześniejsze krążki Haba Dudes. Nie będę zatem porównywał „Humbadum” do poprzednich płyt. Nawet nie wiem, czy jeszcze będzie okazja, aby po nie sięgnąć. Dlaczego? Prezentowane wydawnictwo zwyczajnie mnie do tego nie zachęciło. Dziewięć utworów, jakie znajdziemy na opisywanej płycie, to zestaw akustycznych folkowo-popowych dźwięków. Nieco wpływów Coldplay, trochę Bon Iver, plus namiastka każdego innego wykonawcy sięgającego po ten gatunek. Zrobione chałupniczo na chałupniczym poziomie (czyt. poza mieszkanie autora niekoniecznie powinno się to wydostać), ale jak znam życie swoich zwolenników też znajdzie. Ja odpuszczam.

Sleepy Monster „Dreamcatcher”
(2016; wydanie własne)
Francuski duet Sleepy Monster to ponoć nieźli live actowcy (tak przynajmniej niesie internetowa wieść). Po zapoznaniu się z epką „Dreamchatcher” trudno jednoznacznie to potwierdzić, z łatwością jednak dowieść można, że panowie wiedzą jak tworzyć zgrabne elektroniczne utwory. Pięć z nich zaprezentowane zostało na opublikowanym na początku roku materiale. Mieszanka breakbeatowych podkładów z dźwiękami spod znaku dark ambient (świetne „Tendences”) i down tempo. Umieszczony w samym środku tracklisty numer tytułowy to z kolei najbardziej jazzowa propozycja – a przynajmniej gdzieś do drugiej minuty i trzydziestej sekundy. Później dominujący saksofon przełamany zostaje przez krwistą elektronikę. Wspomniany instrument dęty przed wydostaniem się z głośników w odpowiedni sposób zostaje jeszcze przetworzony przez wszelkiego rodzaju mechanizmy, przez co momentami brzmi niczym kolejna faktura z sampla (przykładem zdecydowanie najlepsze z całości „Atomic Cavalry”, gdzie saksofon przywołuje klimat z pogranicza wschodnioeuropejskich i azjatyckich terenów, a bit miło pulsuje). Nieźle miesza także „Orientik”, gdzie dodatkowo do gry włączają się instrumenty klawiszowe (rzecz jasna również poddane obróbce). Ciekawy materiał duetu, którego nazwę warto zapamiętać. (MAK)

Reklamy

About Mateusz "Axun" Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w jednym z liceów uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: