AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Podsumowanie 2015 roku: Najlepsze polskie płyty z poezją

Trzeci akcent muzycznego podsumowanie roku to, jak zawsze, lista najlepszych polskich płyt z poezją.

Jak zwykle dwa słowa wstępu. Dostałem w ubiegłym roku wiadomość mailową, w której jedna czytelniczka stwierdziła, że ten element muzycznego podsumowania nie pasuje do profilu AxunArts, dlatego też – jej zdaniem – nie powinienem zawierać go w planie corocznej akcji. Jeśli wśród osób czytających (systematycznie, sporadycznie lub które trafiły tu dzisiaj pierwszy raz w życiu) są osoby podzielające tamten pogląd, odpowiadam im mniej więcej tak, jak odpowiedziałem na wspomnianą wyżej wiadomość: zestawienie najlepszych polskich płyt z poezją jest ściśle związane z wydaną przeze mnie kilka lat temu książką i popularyzacją wśród nauczycieli polonistów metody dydaktycznej, której głównym elementem jest piosenka. Całość ma na celu zachęcanie młodzieży szkolnej (ale nie tylko młodzieży, także i dorosłych) do sięgnięcia po poezję poprzez muzykę. Płyty z poezją śpiewaną nie były dla mnie nigdy najlepszym przykładem, dlatego też w tytule zestawienia unikam tego określenia. Wolę od niego nazwę: „płyty, dla których fundamentem była poezja”. Takie też albumy są przeze mnie pożądane, takie prezentuję również w niniejszym podsumowaniu.

1. Sokół/Hades/Sampler Orchestra „Różewicz – Interpretacje” (Prosto Label)
Obiecałem sobie, że jeśli Sokół i Hades zbezczeszczą twórczość mojego ulubionego poety to – mówiąc kolokwialnie – „nogi z dupy powyrywam”. Na szczęście płyta nie okazała się zła, dlatego obaj raperzy mogą przemierzać Warszawę na własnych kończynach, a i ja do stolicy nie musiałem się fatygować. Ale dość żartów. Co z tą płytą? Otóż jest – i bardzo dobrze. Postać i twórczość Tadeusza Różewicza zasługują na rozpowszechnianie, a że Sokół, jako jeden z idoli młodego pokolenia, nadaje się do tego typu przedsięwzięć idealnie, pisałem już w swoje książce, a i na blogu coś tam też wspomniałem. Na płycie, którą szef Prosto nagrał wspólnie z Hadesem i duetem producenckim Sampler Orchestra, udało się uniknąć typowego rapowania. Zresztą zastosowanie tej techniki byłoby dość trudne, ponieważ poezja autora „Kartoteki” nie jest rymowana, jak większość hip-hopowych tekstów lub liryki wieszczów tworzących w epoce romantyzmu. Warszawiacy w swoich interpretacjach zbliżają się bardziej ku mówieniu – z większą lub mniejszą rytmiką – któremu tempo wyznaczają podkłady zrealizowane przez Pawła Moszyńskiego i Stanisława Koźlika. Ci serwują w warstwie muzycznej wycieczki do awangardy, jazzu, hipsterskiego świata, nie zapominając przy tym o klasycznym hip-hopowym samplingu z przełomu lat 80. i 90. Trudno mówić o jedności gatunkowej, łatwiej o wspólnym mianowniku, którym jest na pewno elektronika. Świetnie we wspomnianej stylistyce mówienia sprawdza się Sokół (nieprzypadkowo niektórzy nazywają go Narratorem), ale i Hades nie zostaje bardzo w tyle (to akurat pozytywnie zaskakuje).

2. Wojtek Klich „Karolowe Pieśni” (wydanie własne)
To w żadnym wypadku nie jest płyta stricte religijna, której zadaniem byłoby nawracać, uduchawiać lub prezentować świat przez pryzmat wiary. Podejrzewam, że „Karolowe Pieśni” – i jako krążek, i jako projekt koncertowy – będą zawieszone gdzieś pomiędzy piosenką chrześcijańską a muzyką rozrywkową, dla jednych odbiorców będąc zbyt patetyczne, dla drugich za mało poważne. Wszystko zależeć będzie od tego, kto po „Karolowe Pieśni” sięgnie i z jakim zamiarem to zrobi. Ja cieszę się przede wszystkim muzyką, świetną aranżacją i ciekawymi wokalami, których na albumie z pewnością nie brakuje. [Sprawdź recenzje]

3. Rimbaud „Rimbaud” (Gusstaff Records)
Tytuł płyty i nazwa grupy mówią wszystko. Dziewiętnastowieczny francuski literat, członek tzw. poetów wyklętych, Arthur Rimbaud doczekał się uznania ze strony przedstawicieli polskiej sceny muzycznej. Konkretnie z twórczością symbolisty zmierzyli się Tomasz Budzyński (wokalista Armii), Michał Jacaszek (kojarzony ze swoich elektronicznych i akustycznych poczynań) oraz jazzman, saksofonista Mikołaj Trzaska. W teorii – połączenie tych osobowości nie miałoby miejsca, w praktyce – pod szyldem Rimbaud udało się je zgrać i wyciągnąć to, co najlepsze. Płyta „Rimbaud” to żadna tam pozycja, którą zaszufladkować będzie można jako tzw. poezję śpiewną. Tutaj poezja jest wyłącznie punktem wyjścia, a o śpiewaniu raczej nie ma mowy. Na albumie czeka na nas mieszanka punk rockowej energii, free jazzowych wariactw i elektronicznej pulsacji. Ekstremalnie rozbuchane dźwięki w „Jesteście fałszywymi murzynami” korelują na krążku ze spokojnymi „Enfance” i „Ja to ktoś inny”. Pojawiają się także inspiracje rodzimą kulturą ludową, co dostrzec można w oberkowym, tanecznym „Potopie”. Poezja Rimbaud podana zostaje raczej w wersji instant – skrótowo, we fragmentach. Na całe wiersze zabrakło miejsca, ale przyznać trzeba, że od strony muzycznej/piosenkowej zabieg ten sprawdza się. Punkowa dusza Budzyńskiego i wykrzykiwane słów łączą się z muzyką, którą przełożona na barwy, miałaby kolor czerni i szarość. Stylistycznie wyraziste, brzmieniowo dopracowane. Panowie nie biorą jeńców. Arthur Rimbaud również nie brał. Wszystko się zatem zgadza. Polecam – jako bloger muzyczny, ale i nauczyciel polonista.

4. Voo Voo „Placówka ’44” (Muzeum Powstania Warszawskiego/Agora)
„Placówka ‘44” nie ma w sobie zadęcia i usilnego ukazania heroizmu walczących wówczas w Warszawie. To przede wszystkim świadectwo osób żyjących w tamtym czasie przeniesione na grunt XXI wieku. Współcześni artyści nie próbują wcielić się w rolę walczących, oddać jeden do jednego ich stanu ducha czy też swoją postawą przybierać moralizatorski ton. Nie, takie płyty już mamy – i to powyżej uszu. Ten album jedynie przybliża ówczesny klimat. Przykładem wykonywana przez Barbarę Derlak (z grupy Chłopcy Kontra Basia) piosenka „Czemu na wojence ładnie” z typową dla okresu przedwojennej i wojennej Warszawy melodią. Z kolei nieco wcześniej słyszymy rockową, przechodząca w rockabilly wersję „Palca na cynglu” – utworu, który brzmieniem nijak pasuje do lat 40. ubiegłego wieku, jednocześnie doskonale oddaje dynamizm sytuacji przedstawionej w tekście. [Sprawdź recenzję]

5. Brzoska i Gawroński „Słońce, lupa i mrówki” (Wydawnictwo Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu)
Brzoska i Gawroński ponownie łącza siły. Po nieco przekombinowanym albumie „Nunatak” (2012), duet poeta-producent rehabilituje się i to z nawiązką. Pomysł niby ten sam, co trzy lata temu, ale wykonanie całkiem inne. Lepsze. Chwalony przeze mnie już przy okazji debiutanckiego materiału Dominik Gawroński ponownie serwuje ciekawe brzmienie. Tym razem twórca przygotował zestaw nieco chłodniejszych, bardziej skandynawskich w moim odczuciu dźwięków, przemieszanych z fragmentami noszącymi znamiona piosenkowości (chociażby otwierające płytę „Wakacje”). Elektronikę także w przypadku drugiej płyty postanowiono wzbogacić udziałem innych instrumentów. W przypadku „Nunatak” były to gitary, teraz zdecydowano się na klarnet basowy (Mikołaj Trzaska) i akordeon (Andrzej Teofil). Ruch z tych, o których nie można napisać niczego złego. Świetnym dowodem o słuszności tego posunięcia jest utwór „Annie Leibovitz fotografuje niebo dla Susan Sontag”. Na jego korzyść przemawia również fakt, że zamiast recytującego Brzoski do głosu dochodzi Joanna Małanka. Wojciech Brzoska sprawdza się bowiem jako tekściarz, ale jako osoba stojąca przy mikrofonie już nieco mniej. Wiersze napisane z myślą o „Słońcu, lupie i mrówkach” nie są złe. Mają swoje lepsze i gorsze momenty, przy większości linijek z chęcią zatrzymałbym się jednak na dłużej (wspomniany wcześniej utwór „Annie Leibovitz fotografuje…”, a także „Talizman”, „List do ojca/List do brata”). Z płytą, jako muzycznym produktem, zawarłbym za to dłuższą znajomość, gdyby więcej wokalnych szans otrzymała Małanka. Być może jest to jakiś pomysł na przyszłość? Płyta dołączona została do tomiku z poezją Brzoski „W każdym momencie, na przyjście i odejście”. (MAK)

Reklamy

About Mateusz "Axun" Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w jednym z liceów uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: