AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Recenzja: Scylla „The Year Of The Void”

Szczeciński zespół Scylla zaprezentował swój drugi studyjny album. Recenzja płyty w rozwinięciu wpisu.

Scylla (foto: materiały prasowe)

W 2012 roku płytą „Pestilence, War, Famine and Death” (sprawdź recenzję) grupa Scylla dała poznać się jako formacja skupiona przede wszystkim na dopieszczeniu brzmienia. Chociaż ogólnie klasyfikuje się ją do grona zespołów metalowych (metalcore’owych), nie można jednoznacznie powiedzieć, że jest ona zamknięta w ramach tylko jednego gatunku. Utwory „Meet My Dark Side” i „Reaching The End”, jakie znalazły się na debiutanckiej płycie, udowodniły, że Scylla z równie dużym powodzeniem potrafi porządnie przyłożyć w gary, poszarpać struny, ale i dodać do tego szczyptę odświeżającej elektroniki, nadając automatycznie swoim piosenkom nieco większej melodyjności.

Scylli przyszło w tym roku zmierzyć się z tzw. syndromem drugiej płyty: kontynuować to, z czym do czynienia mieliśmy na debiucie, czy też zmienić nieco swoje podejście do brzmienia? Z jednej strony wystawienie słuchaczy na próbę, z drugiej dopuszczenie do głosu własnych muzycznych ambicji i planów. Szczecinianie postawili na zmianę. Album „The Year Of The Void” w porównaniu do poprzedniego materiału porzuca elektronikę na rzecz instrumentów typowych dla metalu. Perkusja, gitarowe riffy, mocny wokal – to wszystko wyznacza tutaj kierunek, jakim aktualnie podąża Scylla. Podąża i nie bierze przy tym jeńców.

Na krążek złożyło się w sumie trzynaście utworów liczących łącznie nieco ponad czterdzieści minut. Nie zorientujecie się nawet jak szybko minie wam czas przy słuchaniu. Scylla stawia na skompresowane formy, mocne tempo utworów, buzującą energię, momentami nawet muzyczną agresję. Szczególny pod tym względem okazuje się numer „Farewall”. Świetnie brzmi też „Shadow Of A Man”, gdzie Mariusz Kurpiewski udowadnia, że pod względem technicznym jest dzisiaj jednym z najlepszych metalowych wokalistów w kraju. W „Graveyard”, nieco wolniejszym „Void” i wspomnianym już „Shadow Of…” popis dają z kolei gitarzyści. „Let’s Have A Shot” na tle pozostałych utworów jawi się niczym pozostałość po debiucie. Wszystko dzięki dominującej elektronice, która na „The Year Of The Void” nie jest aż tak dostrzegalna. Finał albumu stanowi cover „Head Like A Hole” z repertuaru Nine Inch Nails. Wyszło ciekawie, aczkolwiek w tym wypadku stanę po stronie oryginału, który zwyczajnie bardziej mi się podoba.

Druga studyjna płyta Scylli to potwierdzenie, że szczecinianie nie wzięli się znikąd. Dostrzegalne są fascynacje Fear Factory czy Meshuggah, które w żadnym wypadku nie przeradzają się w kalkomanię. Polacy mają swoją wizję muzyki, którą realizują także na „The Year Of The Void”. Tym razem bez znaczącego udziału elektronik (co osobiście nieco mi przeszkadza), ale cały czas na dobrym poziomie pozwalającym na polecenie płyty nie tylko osobom słuchającym takiej muzyki na co dzień. (MAK)

Scylla „The Year Of The Void”
(2015; wydanie własne)

Reklamy

About Mateusz Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w dwóch szkołach (licealnej i podstawowej) uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Informacja

This entry was posted on 2015-11-06 by in Recenzja and tagged , , , , , .
%d blogerów lubi to: