AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Recenzja: Cygne „Passenger”

Kilka miesięcy temu amerykańska wokalistka Cygne zaprezentowała swój nowy materiał zatytułowany „Passenger”. Jaka właściwe jest ta płyta? O tym w poniższej recenzji.

Cygne w tarnowskim klubie Percepcja

Cygne (właściwie Laura Meyer) pochodzi z Nowego Jorku, ale od kilku lat mieszka w Santa Cruz i reprezentuje kalifornijską scenę muzyczną. Artystka porusza się w klimatach szeroko pojmowanego akustycznego bluesa, rocka, a nawet amerykańskiego folku. Niezależna, utalentowana, trafiająca swoją muzyką do serc odbiorców po obu stronach oceanu. Niedawno trafiła także do mojego. Wszystko dzięki koncertowi, jaki końcem września zagrała w Tarnowie. Występ promował jej nowy album „Passenger”, który ukazał się w maju tego roku. Jak informowała sama wokalistka, płyta jest efektem kilkuletniego okresu spędzonego trasie. Motyw drogi – także jako metafory życia – to temat przewodni tego krążka.

Cygne zaczyna od wysokiego ce. Piosenka „Scars” z miejsca stała się moim ulubionym utworem z płyty. Dwuwers „We all have scars / Every love leaves a mark” wyśpiewany na powitanie zostanie, jak wspomniane blizny, na długo w głowach słuchaczy. Piosenka o śladach, jakie odciskane są na naszej duszy i psychice w wyniku relacji z drugą osobą, z jednej strony wygląda na przelanie na kartkę osobistych doświadczeń, z drugiej ma wymiar uniwersalny, co z pewnością ułatwi jej trafienie do odbiorców na całym globie. Podobnie „Walk With Me” – wszak niemal wszyscy szukamy kogoś, kto będzie towarzyszył nam w wędrowce zwanej życiem. Przejmującym i na pewno biograficznym utworem (tutaj nie mam już żadnych wątpliwości) jest zamykający płytę „Nana Was a Star”. Tekst nawiązujący do relacji z babcią, której pozostały trzy miesiące życia, która chciała nauczyć się grać na gitarze. „She had three months left to live but she died instead / I never got to give her a lesson on guitar” śpiewa w drugiej części piosenki Cygne, gdzie zwyczajnie robi się smutno, a oczy lekko napływają łzami. I tak – melancholijnie, nieco mrocznie, przejmująco – jest w gruncie rzeczy przy większości z dziesięciu utworów zawartych na albumie.

„Passenger” to najprościej ujmując kolejna płyta o relacjach międzyludzkich, których podstawą jest miłość. Kolejna, co nie znaczy wtórna. Cygne ma pomysł na swoje piosenki – od strony muzycznej, owszem, niebyt oryginalny (takie akustyczne podejście jest dzisiaj przecież dość modne), lecz bardzo głębokie i osobiste w kwestii liryki. Teksty dotykają i konkretnego człowiek, i ogółu. Są na tyle czytelne i pisane prostym językiem, że bez problemu rozkodują je słuchacze z Europy, Azji czy Ameryki Południowej. To podstawowa siła tego materiału.

Nowy album Cygne to tylko dwadzieścia osiem minut. Za mało, żeby zmęczyć, ale też zbyt mało, aby czuć pełną satysfakcję. Dlatego najlepiej włączyć tę płytę raz jeszcze. I raz jeszcze. Tak w kółko do znudzenia, które aż tak prędko nie następuje. (MAK)

Cygne „Passenger”
(2015; Final Press)

Reklamy

About Mateusz Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w dwóch szkołach (licealnej i podstawowej) uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Informacja

This entry was posted on 2015-10-26 by in Recenzja and tagged , , , , , , .
%d blogerów lubi to: