AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Gold Song #283: „Blow”

Dwadzieścia cztery lata temu, 28 września 1991 roku, w wieku sześćdziesięciu pięciu lat zmarł Miles Davis.

Miles Davis podczas Nice Jazz Festiwalu w 1989 roku (foto: Oliver Nurock/wikimedia commons)

O Milesie Davisie napisano już tyle, że aż nie chce mi się wierzyć, że ktoś tej postami może nie znać (lub w najgorszym wypadku – tylko kojarzyć). Wychodzę z założenia, że jazzowy mistrz to postać, której przedstawiać nie trzeba. Ba, wręcz nie powinno się. Tak, nie powinno i to z szacunku dla rozmówcy.

– Wiesz, Miles Davis to był wielki muzyk. Nagrywał płyty będące kamieniami milowymi w historii jazzu.
– Czy ja wyglądam na głupka?! Wiem kim jest Miles Davis! Nie musisz mi tego wszystkiego mówić.

OK. Nie wyglądacie na głupków i wiecie kim jest Miles Davis. Wiecie, jak grał, wiecie z kim grał i co najważniejsze – wiecie, co grał. Dlatego nie mam zamiaru pisać tutaj peanów na jego cześć, tysięczny raz kreślić jego skróconą biografię lub przypominać, że w danym roku miała miejsce premiera konkretnej płyty. Skupię się na tym, że zmarł dwadzieścia cztery lata temu i na pewno była to śmierć przedwczesna. Nie twierdzę, że żyłby do dnia dzisiejszego (chociaż kto wie, historia zna przypadki wiekowych muzyków będących ciągle w formie pozwalającej na to i owo). Wiem jednak, że jeszcze dziesięć lat cielesnej obecności mogłoby zaowocować jedną, może dwiema płytami, które, tak jak poprzednie krążki sygnowane nazwiskiem Davisa, na stałe wpisałyby się do jazzowego kanonu.

A skoro wspominam o tym, co mogłoby się stać, warto zaznaczyć, że na ostatniej studyjnej płycie – „Doo-Bop” (1992) – trębacz zalotnie puszczał oko do stylistyki hip-hopowej. Kto wie, czy gdyby nie przedwczesna śmierć muzyka (Miles nagrał z myślą o krążku sześć z dziewięciu utworów, resztę złożył i dokończył hip-hopowy producent Easy Mo Bee), ścieżki jazzu i rapu już wtedy nie zmieniłyby kierunków, przybierając dzisiaj zupełnie inny wymiar i formę? Oczywiście w tym momencie możemy sobie tylko gdybać i snuć przypuszczenia.

Cała płyta „Doo-Bop” to pozycja obowiązkowa. Ja w ramach cyklu Gold Song przypominam kompozycję „Blow”, czyli utwór otwierający stronę B winylowego wydania albumu. (MAK)

Reklamy

About Mateusz "Axun" Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w jednym z liceów uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 2015-09-28 by in Posłuchaj and tagged , , , , , , , .

Jestem na Zblogowani.pl!

zBLOGowani.pl
%d blogerów lubi to: