AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Recenzja: Katarzyna Groniec „Zoo”

Jutro, 18 września, do sprzedaży trafi nowa płyta Katarzyny Groniec z tekstami Agnieszki Osieckiej. Już dzisiaj zapraszam do sprawdzenia recenzji tego albumu.

Piosenka aktorska A.D. 2015 to już nie to samo, co wykonania Ewy Demarczyk czy Czesława Niemena. Dzisiaj stawia się na nieco inne elementy, podkreśla odmienne wartości. Przykładem chociażby zdobywająca jakiś czas temu uznanie i będąca na ustach niemal wszystkich Karolina Czarnecka. Pokoleniowa zmiana nie przeszkadza jednak w tym, aby ten rodzaj muzycznego performance’u oceniany był pozytywnie (o ile na to rzecz jasna zasługuje). Zresztą scena, pomimo coraz większej liczby chętnych do zaistnienia na niej, staje się także coraz bardziej pojemna. Także pod względem stylistyki. Klasyczną wersję piosenki aktorskiej podtrzymują dzisiaj między innymi Michał Bajor i grupa Stare Dobre Małżeństwo, nieco rockowego pazura dodaje Marek Dyjak i grupa Plateau, swoją elektro-poezję tworzą Brzoska i Gawroński. Do tego cały czas funkcjonuje postać Agnieszki Osieckiej, która dla jednych ma status bogini polskiego tekstu, dla innych jest symbolem nieszczęścia, jakie spotyka śmiałków nieprzygotowanych do muzycznego interpretowania jej utworów. Katarzyna Groniec na pewno nie zaliczymy do grona tej drugiej.

Wokalistka, dla której jest to już dziesiąty solowy album, mówiąc kolokwialnie, chwyta byka za rogi i stawia własne warunki. Płyta „Zoo” nie jest typowym materiałem z tak zwaną poezją śpiewaną. Nie, takie krążki już się przejadły – i słuchaczom, i samym artystom. Dzisiaj potrzeba czegoś nowego, pewnego elementu zaskoczenia. I Groniec zaskakuje. Przynajmniej częściowo. Za pozytywny aspekt nowego albumu na pewno uznać trzeba odważną (i podkreślę: udaną) próbę połączenia tekstów Osieckiej z muzyką o mało poetyckim charakterze. „Nie zabijaj mnie powoli” to przecież numer z niemal stuprocentowo grunge’owa rytmiką, rockowymi gitarami i finalną partią solową, której nie powstydziliby się przedstawiciele tego gatunku. W transowy i trip-hopowy świat przenosimy się natomiast przy okazji singlowego „Króliczka”. W otwierającym płytę „Deus Ex Machina” pojawia się za to rytmika oparta na dźwiękach połamanej perkusji. Mało? To co powiecie na największy muzyczny odjazd, jaki dostajemy w „Piosence o życiu ptasim”, czyli opartym na elektronicznym bicie utworze, który zdecydowanie bardziej pasuje do parkietu popularnego w mieście klubu niż spotkania w osiedlowym klubie czytelnika. Wspólnie z Łukaszem Damrychem, Groniec dokonała zatem dekonstrukcji klasycznych utworów Osieckiej, tworząc z nich – niemal od podstaw – materiał bardzo współczesny, taki, który doceniony może zostać zarówno przez młodszego odbiorcę, jak i fanów dawnych wykonań wspomnianych utworów.

Płyta zawiera również momenty bardziej klasyczne. „Uciekaj moje serce” jest już swego rodzaju hymnem, którego nie wolno zbyt odważnie przerabiać, ale już taka „Kokaina”, która na „Zoo” nie odbiega zbytnio od klimatu piosenki literackiej, aż prosi się o inne, bardziej radykalne podejście. To bezpiecznie zaprezentowała już kilka lat temu Nosowska. Na tak ochoczo odbiegającej od standardów płycie, można było pokusić się natomiast o coś więcej. Z tej wolniejszej części wyróżnić muszę za to utwór „Ja nie chcę spać”, w którym Groniec wspina się na wokalny szczyt, śpiewając wyłącznie przy akompaniamencie kontrabasu. To potrafią tylko najlepsi.

„Zoo” jako całość składa się jeszcze z płyty DVD, na której znajdziemy zarejestrowany w kwietniu tego roku koncert. Zapis wideo zawiera cztery dodatkowe utwory: „Wielką wodę”, „Dzikuskę”, „Danse Macabre” i „Na kulawej naszej barce”.

Jak powiedziała Katarzyna Groniec, tytuł płyty nawiązuje do mentalnych klatek, w jakich tkwią ludzie. Myślę, że album „Zoo” dobitnie pokazuje, że czasami warto zaryzykować i wyjść poza bezpieczny schemat. Bo kto przypuszczał, że klasyczne teksty Osieckiej można z powodzeniem ubrać w elektronikę? Gdyby nie pomysłowość Groniec, pewnie wciąż tkwilibyśmy w przeświadczeniu o wyłącznie poetyckim namaszczeniu tych utworów. Okazuje się jednak, że z sukcesem można pobawić się formą bez sprowadzania symbolu do niegodnego poziomu. (MAK)

Katarzyna Groniec „Zoo”
(2015; Warner Music)

Reklamy

About Mateusz Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w dwóch szkołach (licealnej i podstawowej) uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

3 comments on “Recenzja: Katarzyna Groniec „Zoo”

  1. Maria
    2015-09-18

    Dawno nic nie komentowałam, ale i recenzowane płyty nie znajdowały się w kręgu moich zainteresowań. Tutaj postanowiłam zostawić jednak ślad po sobie. „Króliczek” bardzo mi się podoba, do tego pozytywna recenzja. Z chęcią posłucham „Zoo”. Liczę, że i tym razem nie zawiodę się na Twojej opinii. Jak do tej pory większość recenzji była trafna.

  2. Maria
    2015-09-18

    Tylko czy ta piosenka aktorska pasuje do SDM?

  3. Piosenka aktorska, piosenka literacka, poezja śpiewana – granice między nimi są dość płynne i często się zacierają.

    Co do wcześniejszego komentarza, to oczywiście dziękuję raz jeszcze za dobre słowa i mam nadzieję, że nie będzie Pani żałować zakupu „Zoo”. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Informacja

This entry was posted on 2015-09-17 by in Recenzja and tagged , , , , , , , .
%d blogerów lubi to: