AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Recenzja: Hey „Hey w Filharmonii. Szczecin Unplugged”

Niektórzy na płytę bez prądu czekają całe zawodowe życie. Grupa Hey ma to szczęście, że wydała właśnie drugi krążek z koncertem unplugged.

Zespół Hey (foto: materiały prasowe Kayax)

Książeczka dołączona do płyty wyjaśnia wszystko tak przejrzyście, że szkoda samemu dorabiać dodatkową historię. Koncert w rodzinnym Szczecinie zarejestrowany i wydany w formie albumu live, tyle. Albo aż tyle. Oczywiście płyta „Hey w Filharmonii” niemal automatycznie porównywana będzie do poprzedniczki z 2007 roku. Jednak od razu zaznaczyć należy, że to już zupełnie inny Hey. Materiał nagrany w ramach cyklu sygnowanego logiem MTV był zamknięciem i podsumowaniem stricte rockowego etapu zespołu. Dzisiaj, można zaryzykować stwierdzenie, formacja pod wodzą Nosowskiej to Hey 2.0 niestroniący od dźwiękowych romansów z elektroniką. Zresztą porównując tracklisty obu płyt, od razu widać, że do przeszłości zespół wracać za bardzo nie chce. „Cudzoziemka…”, „Wczesna jesień”, „R.E.R.E.”, „Mimo wszystko” i „A Ty?” to jedyne łączniki z dawnymi czasami, jakie znalazły się na szczecińskim materiale. Nowy tytuł w koncertowej dyskografii zespołu to zatem ukłon w stronę tych słuchaczy, którzy cenią Hey po małej przemianie, a dwie ostatnie studyjne płyty („M!U!R!P!”, 2009; „Do rycerzy, do szlachty, doo mieszczan”, 2012) stawiają ponad wcześniejsze dokonania.

Akceptuję wybór zespołu dotyczący usunięcia – w porównaniu do wcześniejszego krążka unplugged – smyczków. Nie zgadzam się jednak ze stwierdzeniem, że „Hey symfonicznie to nie ten kierunek”. Bo taki, wedle Doroty Serwy, Dyrektor Filharmonii w Szczecinie, był początkowy zamysł na koncert wydany w formie płyty audio. Odrzucając tę wizję utracono, według mnie, pewien element zaskoczenia. Grupa wystąpiła bowiem w swoim standardowym „bezprądowym” instrumentarium (nie licząc muzyków szczecińskiej orkiestry), przez co aranżacja utworów zawartych na płycie okazała się dobrze znana. Tymczasem symfoniczna wersja piosenek Hey (szczególnie tych nowszych) mogłaby zadziwić, zaintrygować, zmusić do uważniejszego słuchania, ukazać głębię poszczególnych numerów i przede wszystkim jeszcze bardziej zainteresować. I to nawet dzisiaj, kiedy symfonicznych płyt polskich wykonawców ukazuje się całkiem sporo (m.in. Lady Pank, De Mono), przez co krajowy słuchacz może być już nimi lekko znudzony. Wierzę jednak w to, że kreatywność osób zaangażowanych w ten projekt przełożyłaby się wysoki poziom potencjalnego materiału.

Nie chcę poprzednim akapitem dać do zrozumienia, że „Hey w Filharmonii” jest materiałem złym. Nie jest. Hey od dawna słabych płyt bowiem nie nagrywa. Tutaj wszystko ma swój typowy heyowy urok: Nosowska jest trochę stremowana i wycofana, cieszy się i dziękuje za oklaski w charakterystyczny dla siebie sposób; muzycy – na stałe wchodzący w skład grupy, goście z zespołu unplugged oraz członkowie orkiestry działającej na co dzień przy szczecińskiej filharmonii (w sumie dwadzieścia osób) – grają swoje. Aranżacje niektórych piosenek co prawda nie zaskakują (i gdyby nie instrumentalne rozwinięcia lub wstawki dęciaków pewnie zlewałyby się w całość z wersjami studyjnymi), jednak przy dobrym wykonaniu słucha się ich po prostu dobrze.

Reasumując, „Hey w Filharmonii. Szczecin Unplugged” nie jest płytą ani wybitną, ani też tragiczną. Grupa Hey zdecydowała się zarchiwizować dla potomnych koncert w Szczecinie, z którym jest związana. Umieszczając na krążku miks utworów starszych i nowszych (z przewagą tych drugich), Nosowska i koledzy potwierdzają swoją ugruntowaną już pozycję na krajowej scenie i dają jednocześnie do zrozumienia, że to właśnie koncerty – nie ważne czy unplugged, czy standardowe – są ich siłą. A że płyta audio live nie oddaje w pełni tej magii, to już zupełnie inna sprawa. Fani, tak czy siak, będą zadowoleni. (MAK)

Hey „Hey w Filharmonii. Szczecin Unplugged”
(2015; Kayax)

Reklamy

About Mateusz Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w dwóch szkołach (licealnej i podstawowej) uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

One comment on “Recenzja: Hey „Hey w Filharmonii. Szczecin Unplugged”

  1. FanTenisa
    2015-06-21

    A mnie się wydaje, że jest to płyta wybitna. Przede wszystkim dlatego, że Nosowska jest chyba tu w swojej szczytowej formie wokalnej, a przede wszystkim interpretacyjnej. „Woda” i „Lot pszczoły nad tymiankiem” to wersje o wiele lepsze od pierwotnych studyjnych. Bogactwo niuansów i wyobraznia muzyczna budzi uznanie. To, oczywiście, moje subiektywne wrażenie i dodatkowo pochodzące od osoby, która nie jest ani fanem zespołu „Hey”, a tym bardziej nie zagłębiałem się w ich pierwsze ostro rockowe płyty. Album dostałem w prezencie, posłuchałem i składam wielki pokłon, bo to prawdziwa perełka na polskim rynku fonograficznym.
    Ja uważam, że bardzo dobrze, iż nie zrobiono „Hey symfonicznie”. Tych symfonicznych wersji mam już trochę dość. Moim skromnym zdaniem większość takich projektów (polskich i zagranicznych) jest wyłącznie ciekawostką o znikomej wartości artystycznej. I dodam jeszcze, że przez ciekawość posłuchałem także płyty „Hey MTV” i stawiam nagranie ze Szczecina wyżej: bardziej wyrafinowane muzycznie i świetnie wyprodukowane dzięki czemu wokal, a przede wszystkim znakomite teksty Nosowskiej znajdują dla siebie odpowiednią brzmieniową przestrzeń.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d blogerów lubi to: