AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Recenzja: taktoprawda „Kiedykolwiek EP”

Trio taktoprawda końcem kwietnia zaprezentowało debiutancki krążek zatytułowany „Kiedykolwiek EP”. Płyta, która ukazała się nakładem wydawnictwa Kalejdoskop Records, doczekała się recenzji na łamach blogu.

taktoprawda (foto: facebook.com/ttprawda; materiały prasowe)

„Albo inaczej”, „Będzie dobrze”, a teraz „Kiedykolwiek EP”. Co łączy wymienione płyty? Próba łączenia stylistyki jazzu z rapem. Zawsze w innej formule, z odmiennym pomysłem, ale z efektem końcowym godnym uwagi słuchacza. Trio taktoprawda, autorzy ostatniego z wyżej wymienionych tytułów, pomysł mieli następujący: przenieść samplowane do tej pory hip-hopowe podkłady na pięciolinię i nagrać wszystko przy pomocy tak zwanych żywych instrumentów (w tym przypadku: gitary elektrycznej, gitary basowej oraz perkusji). Dla dobrych muzyków zadanie z tych noszących znamiona przyjemnych, a że taktoprawda to trio młodych jazzmanów z głowami pełnymi pomysłów, finał w postaci epki nie mógł zawieść.

Mateusz Modrzejewski, Tymoteusz Miłowanow i Bartek Łuczkiewicz nie są postaciami przypadkowymi i anonimowymi. Debiutantami nazwać ich nie można, bo każdy w muzycznym CV wpisane ma już kilka mniejszych lub większych przedsięwzięć (chociażby współpracę z Majką Jeżowską, Ńemym, Small Mechanics i Michał Milczarek Trio). Wymienieni muzycy należą do grona utalentowanych instrumentalistów młodego pokolenia, których drogi w przeszłości przecinały się już na muzycznej scenie. Projekt współtworzony przez tę trójkę bez problemu poradziłby sobie we własnym gronie. Pomimo tego zespół nie zdecydował się nagrać płyty w stu procentach instrumentalnej. Trio w takiej formie zaprezentowało się tylko w jednej kompozycji – otwierającej całość, zatytułowanej „Biblioteki”, która wita słuchaczy jazz-rockowym zestawem dźwięków, pełną rytmiki kojarzoną z rapowanych utworów, momentami imitującą połamane bity modne jakiś czas temu w środowisku hip-hopowych producentów.

Kolejne trzy kawałki zarejestrowane zostały już z udziałem gości. I tak, „Son of a Black Hole” zaskakuje połączeniem delikatnego jazzowego wokalu Doroty Miśkiewicz i rapowych popisów Ńemy’ego. Autor wydanej w roku ubiegłym przez Prosto Label płyty „Ń” nakręca cały utwór swoim nieco diabolicznym psycho-rapem, by za chwilę ustąpić miejsca wokalistce. Muzyka, która mu wtóruje, również zmienia swoje oblicze i z ciężkiej, opartej na mocnych bębnach oraz ostrej gitarze, przeistacza się w zestaw delikatnych, otulających dźwięków. Dwie uzupełniające się muzyczne siły, niczym starochińskie Yin i Yang, sprawiają, że anglojęzyczny kawałek wyrasta na zdecydowany numer jeden na płycie. W następnej na trackliście „Niecodzienności” pojawia się Igorilla, nawijajacy o zaskakującej nas dorosłości, umiejętnie wplatając w to obraz warszawskich klubo-melin przeciwstawionych ślepej gonitwie za wyimaginowaną nagrodą („Ciągle gonimy, ale za czym nie pamiętam / Mając ambicje by odpocząć w te święta”). W zasadzie równie dobrze na płycie mogłaby pojawić się tutaj adnotacja feat. Fisz lub Tworzywo Sztuczne i pewnie mało kto zauważyłby pomyłkę. Flow, technika składnia rymów i śpiewania oraz budowanie krajobrazu prezentowanego w utworach przez obu panów są bardzo, ale to bardzo podobne. Igorilla już chyba na zawsze będzie kojarzony jako „ten, który brzmi jak Fisz”, a sam utwór na „Kiedykolwiek EP” tylko nas w tym utwierdza. Cegiełkę dokłada również muzyka stworzona przez taktoprawdę, brzmiąca niczym bit autorstwa Pana Emade. Materiał wieńczy utwór „Korsarze i Lalki”. W wybranym na singiel numerze Pablopavo w charakterystyczny dla siebie sposób opisuje wielkomiejski krajobraz, skupiając się na tej bardziej chodnikowej, szarej, mniej medialnej stronie, gdzie punktami na mapie nie są szklane wieżowce i wytworne lokale, ale asfaltowe boiska, klatki schodowe i całodobowe sklepy będące celem wielu nocnych wycieczek tak zwanych osiedlowych żołnierzy. Ładnie łączy się to z wcześniej wspomnianą „Niecodziennością”, w której pojawiają się chociażby takie linijki, jak: „pokażę ci jakąś niecodzienność / Warszawa inna niż w tych serialach, gdzie liżesz beton czekając na awans”. Daje to poczucie ciągłości materiału i ukazuje swego rodzaju koncept epki.

Debiutancki krążek tria taktoprawda ma tylko jedną wadę – długość. Niespełna trzynaście minut roznieca w odbiorcy chęć do posłuchania czegoś więcej. „Kiedykolwiek EP” tej możliwości nie daje, ale mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości zespół postara się o kolejną, nieco bardziej rozbudowaną czasowo płytę. Jeśli epka miała być tylko sondowaniem wśród potencjalnych słuchaczy, czy taka formuła grania ma sens, to odpowiedź może być tylko jedna: tak, ma sens i to, cholera, jeszcze jaki! (MAK)

taktoprawda „Kiedykolwiek EP”
(2015; Kalejdoskop Records)

Reklamy

About Mateusz Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w dwóch szkołach (licealnej i podstawowej) uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Informacja

This entry was posted on 2015-05-17 by in Recenzja and tagged , , , , , , , , , , , , .
%d blogerów lubi to: