AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Recenzja: Eskaubei & Tomek Nowak Quartet „Będzie dobrze”

W połowie jazzowa płyta miałaby okazać się najlepszym rapowym materiałem 2015 roku w Polsce? Co prawda mamy dopiero koniec kwietnia, ale wiele wskazuje właśnie na to, że Eskaubei & Tomek Nowak Quartet zrobili reszcie sceny małego psikusa.

Eskaubei & Tomek Nowak Quartet (foto: Patryk Kaflowski/materiały praowe)

Związki jazzu z rapem i kulturą hip-hopową nie są niczym nowym. Nie dziwi więc fakt, że ścieżki rzeszowskiego rapera Eskaubei i kwartetu Tomka Nowaka przecięły się, a wynikiem tego spotkania jest płyta. Niczym odkrywczym nie jest również to, że po jazz sięgnął lider podkarpackiej sceny, człowiek, który już od dłuższego czasu przejawia zainteresowanie tym gatunkiem i próbuje prezentować go słuchaczom w swoim rodzinnym mieście. Przykładem wcześniejsza współpraca z zespołem Funky Flow oraz koncert Art Celebration: Jazz & Hip-Hop, w ramach którego na jednej scenie spotkali się tacy wykonawcy, jak Ten Typ Mes, Numer Raz, siostry Przybysz, Zbigniew Jakubek i laureat Grammy Award w jazzowej kategorii – gitarzysta Dean Brown.

Płyta „Będzie dobrze”, chociaż ukazała się nakładem wydawnictwa For Tune, sfinansowana została przez słuchaczy, którzy w ramach akcji internetowej zebrali wyliczoną wcześniej kwotę. Teoretycznie wpłacali swoje dotacje w ciemno, w praktyce mogli spodziewać się materiału o wysokiej sile rażenia. Nazwiska mówią bowiem same za siebie. Tomek Nowak grał na trąbce z najlepszymi jazzmanami, a i rap nie jest mu też wcale obcy (muzyk przewinął się w tle jednego z teledysków świętej pamięci Bolca). Pianista Kuba Płużek ma na swoim koncie dwie świetne płyty solowe, Filip Mozul zasiada za perkusją między innymi w zespole Agressiva 69, o którym pisać można w samych superlatywach, a Alan Wykpisz to istny młody Midas kontrabasu – każdy projekt, w którym bierze udział z miejsca zostaje wyróżniony, nagrodzony lub dostrzeżony. Przykładem chociażby laury w ramach tarnowskiego festiwalu Grupa Azoty Jazz Contest, gdzie w 2013 roku triumfowała formacja Pałka/Mika Quartet, a rok później Vehemence Quartet – oba zespoły z Alanem w składzie. Do tego raper z piętnastoletnim stażem, dobrym wyczuciem muzyki i głową otwartą na pomysły. Możliwość, że się nie uda istniała zawsze, ale czy ktoś na poważnie brał ją pod uwagę?

„Będzie dobrze” to płyta bogata w dźwięki. Młodszy słuchacz rapu, który nie zna (o zgrozo!) takich wykonawców, jak chociażby A Tribe Called Quest, Guru, DJ Vadim lub przedstawicieli sceny eksperymentalnej związanej z wytwórnią Ninja Tune (np. The Herbaliser i nasz polski Skalpel), być może poczuje się niepewnie w chwili, kiedy z głośników popłynie w kierunku jego uszu coś więcej niż schematyczny zestaw „stopa-werbel-hibat-bas”. Zaskoczyć może również brak samplowanych melodii, ale jak wyjaśnił w jednym wersie Eskaubei: „Po co mi sample, skoro jest ze mną Tomek Nowak?”. Trudno zatem w przypadku tego krążka mówić o hip-hopowych podkładach. To po prostu muzyka: skomponowana, zapisana w formie nut, przećwiczona i w końcu nagrana, podobnie jak wokal, na setkę. Doskonałym ruchem było włączenie do projektuj Krime’a. Pojawiający się w siedmiu utworach didżej swoimi skreczami przechylił brzmienie bardziej ku rapowej stylistyce. Przełamanie w ten sposób dominacji jazzu w warstwie muzycznej sprawiło, że płyta nabrała bardziej żywszego oblicza.

Tekstowo album nie odstaje od muzyki. Eskaubei w charakterystyczny dla siebie sposób buduje w kolejnych utworach własną wizję świata – przeważnie trzymając się smutnych tonów, ale koniec końców nawiązując do tytułu całego materiału. W otwierającym album numerze „Vibe” zbiera mu się na nostalgiczne wspominki z piętnastoletniej przygody z rapem. W „Nic nowego” czuje się już na tyle pewnie, by wymierzyć prztyczka w nos wykonawcom, którzy od lat serwują słuchaczom wciąż te same, odgrzewane na nowo muzyczne kotlety. W „Regular Funk pt. 2” w prostej linii nawiązuje natomiast do nagranego kilka lat temu utworu „Regular Funk”, a także do „Snów o funku” pochodzących z solowego materiału sprzed dekady, udowadniając tym samym ciągłość swoich muzycznych poczynań i inspiracji.

Teoretycznie po tylu pochwałach powinienem napisać, że na tak dobrej płycie trudno będzie wyróżnić najlepszy jeden, może najlepsze dwa utwory, że zwyczajnie się nie da, że uniemożliwia to równy poziom. A jednak, jak zawsze znajdą się faworyci. „Spotkajmy się” od pierwszego kontaktu z „Będzie dobrze” wyrasta na numer jeden. Eskaubei napisał dobre teksty, nagrał najlepszą w karierze płytę w kwestii techniki i flow, Tomek Nowak skomponował ekstra muzykę, która momentami brzmi jak rasowy podkład oparty na samplach sprzed pięciu dekad, cały zespół włożył sto procent w to, aby tę muzykę zagrać w punkt… a przyszła Lilu, zaśpiewała dwa zdania i „zjadła” im całą płytę. Jej lekko swingowy wokal brzmi wspaniale, co po ostatniej śpiewanej płycie łodzianki, niebędącej przecież wielkim wydarzeniem, daje nadzieję na lepszą przyszłość. Pokusiłbym się również o wyróżnienie „Tysiąca miast” – utworu z tekstem, chociaż opartym na przeżyciach rapera, to na tyle uniwersalnym, aby każdy słuchacz bez problemu mógł odnaleźć w nim siebie. Ładnie brzmi także „Chłód vs Ciepło”, w którym kompozycja oparta została na klawiszach, a cała warstwa muzyczna – chociaż nagrana, podkreślam, na żywych instrumentach – imituje mroczny, uliczny bit.

Ta płyta ze względu na balansowanie pomiędzy jazzem a rapem różni się rzecz jasna od materiałów w stu procentach wtłoczonych w ramy jednego z tych gatunków. Ma to swoje plusy. Jedną z rzeczy, jakie bardzo podobają mi się na „Będzie dobrze”, jest pojawienie się instrumentalnych partii – albo solowych, albo zespołowych – które serwowane są na przykład tuż po refrenie zamiast kolejnej szesnastki. Miła odmiana, dająca możliwość odpłynięcia słuchaczowi na fali muzycznego brzmienia trąbki lub klawiszy.

Jeśli już miałbym się czegoś przyczepić, będzie to raczej sposób na promocję całego materiału. Chodzi mi konkretnie o wybór singla. „Krok w przód” jest oczywiście dobrym utworem, ale nie rozumiem decyzji zespołu, który nagrywa album z masą ciekawych kawałków bez gości, ale na singiel wskazuje ten z Mesem. Numer, który dodatkowo ze względu na rozbudowane partie instrumentalne trzeba skrócić do tak zwanej wersji radiowej, wersji, która przy oryginale wygląda niczym dwustronicowe streszczenie ciekawej książki. Podejrzewam, że zadziałać miała magia znanego gościa. Tylko czy większość psycho fanów szefa Alkopoligamii nie poczuła się oszukana, kiedy okazało się, że zamiast zwrotki ich idol jedynie podśpiewuje w refrenie? Skoro zespół koniecznie chciał wybrać singiel z featem, można było postawić na „Spotkajmy się”, gdzie Lilu pojawia się również tylko w refrenie, ale wykonuje swoją robotę o wiele lepiej od Mesa, a czas kompozycji nie zmusza nikogo do jej skrócenia na rzecz radia. Nie jestem również wielkim fanem okładki. Nie chodzi o wykorzystane na niej zdjęcie – to akurat jest po prostu idealne. Martwi mnie tylko fakt, że wytwórnia For Tune narzuca wykonawcom pewien schemat. Każda z płyt, jakie ukazały się w tym wydawnictwie, zawiera identyczne rozwiązanie graficzne w kwestii naniesienia na fotografię nazwy wykonawcy i tytułu krążka. Tłumaczyć można to elementem charakterystycznym dla całej serii, dla mnie jednak jest to mało ciekawe rozwiązanie, na które na miejscu artystów na pewno bym nie przystał. Są to jednak kwestie, jak zaznaczyłem wcześniej, związana nie z jakością nagrań, ale z pomysłem na przedstawienie materiału słuchaczom i na ocenę końcową nie mają aż tak dużego wpływu.

Jakiś czas temu miałem okazję spotkać się ze Skubim. Pretekstem do wspólnego wypicia kawy była wydana w tamtym okresie „Antologia Polskiego Rapu”. Rozmawialiśmy o książce, jego płycie z kwartetem Tomka Nowaka, kilku prywatnych sprawach. Padło wtedy zdanie, będące chyba naszą wspólna reakcją na brak biogramu Barkta w grupie raperów wymienionych w „Antologii…”. Wynikało z niego, że w książce o rapie nie udało się zaistnieć, ale może w antologii polskiego jazzu 2000-2050 ta sztuka się już uda. Taka publikacja zapewne nie ujrzy światła dziennego. Jestem jednak pewien, że płytą „Będzie dobrze” Eskaubei zapisał się w pamięci miłośników jazzu na stałe. O Tomka Nowaka, Filipa Mozula, Alana Wykpisza i Kubę Płużka jestem spokojny – oni w tej świadomości istnieją już od dawna. Martwi mnie tylko jedna rzecz: premiera „Będzie dobrze” zbiegła się bowiem z premierą płyty „Albo inaczej”, która także ma na celu połączenie dwóch muzycznych światów: jazzu i rapu. W pojedynku na lepszą promocję wynik wydaje się z góry przesądzony. Brzmieniowo – werdykt jest cały czas otwarty. Oby słuchacze znaleźli drogę do obu tych projektów – takie niewinne życzenie na koniec. (MAK)

Eskaubei & Tomek Nowak Quartet „Będzie dobrze”
(2015; For Tune)

Reklamy

About Mateusz Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w jednym z liceów uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d blogerów lubi to: