AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Relacja: Irena Santor w Centrum Sztuki Mościce (16.04.2015 r., Tarnów)

W miniony czwartek, 16 kwietnia, w koncertowej sali Centrum Sztuki Mościce wystąpiła Irena Santor. Relacja z tego wydarzenia w dalszej części wpisu.

Podpowiedź: czytelniku, jeśli wolisz od razu przejść do relacji z czwartkowego koncertu, odsyłam do tekstu znajdującego się pod zdjęciem (plakatem). Ja ten wpis muszę rozpocząć od przybliżenia pewnej historii, która być może wielu nie zainteresuje.

Irena Santor nie zawsze należała do moich faworytek. To znaczy, nie żebym żywił jakieś negatywne emocje, bardziej nie miałem wyrobionego zdania. Jarocka, Sipińska, Jantar, Bem – to była moja bajka jeśli chodzi o krajową piosenkę sprzed 1989 roku. O Irenie Santor, owszem, słyszałem, jednak nie poświęcałem jej twórczości zbyt wiele uwagi. W 2003 roku z wypiekami na twarzy wyczekiwałem premiery nowej płyty amerykańskiego zespołu Jedi Mind Tricks. Grupa poruszająca się w klimacie tzw. hardcore’owego rapu od dawna znajdowała się w orbicie mojego zainteresowania. Album „Visions Of Ghandi”, który ukazał się w okresie wakacji wspomnianego wcześniej roku, nie wpadł zatem w moje ręce niespodziewanie. Niespodziewanie za to moja mama, słysząc utwór „Blood In Blood Out”, stwierdziła: „Ale to przecież Irena Santor!”. Jak to Irena Santor, pomyślałem, przecież to uliczny rap zza oceanu. Dopiero później zrozumiałem, że chodzi o sampel z „Piosenki o sąsiedzie” użyty przez filadelfijską grupę. Dało mi to do myślenia. Byłem młodszy i podatny na wpływy. Mój tok rozumowania był dość prosty: skoro idole docenili polską wokalistę, opierając muzykę na fragmencie jej piosenki, to chyba powinienem zapoznać się z twórczością Ireny Santor w nieco większym niż do tej pory stopniu.

Ponad dziesięć lat później bez żadnego wstydu mówię, że Irena Santor to bezapelacyjnie jedna z moich ulubionych polskich wokalistek, subiektywnie: najlepsza w historii polskiej muzyki rozrywkowej, o czym zresztą pisałem już kilka lat temu. Czwartkowy koncert, jaki odbył się w Centrum Sztuki Mościce, był dla mnie pierwszą okazją do tego, aby Panią Irenę usłyszeć na żywo. Okazją, dodam, której nie mogłem przegapić.

Recital w większej części skupiał się na promocji ostatnich wydawnictw płytowych wokalistki. Usłyszeliśmy dzięki temu kilka piosenek zawartych na albumach „Kręci mnie ten świat” („Wakacje w Barcelonie”, „Wiara, nadzieja i miłość”, „Szanowny Panie Balzak”, „Wiosna w Karolinie”) i „Punkt widzenia” („Profesorowie”, „Starość to nie jest wiek”, „O przepraszaniu”). Ku uciesze starszej publiki, Santor na dzień dobry zaśpiewała także szlagiery polskiej muzyki („Złoty pierścionek”, „Ja śpiewam piosenki”), a także – w drugiej części koncertu – utwory, którymi zawojowała krajowe i zagraniczne festiwale (m.in. „Już nie ma dzikich plaż”, „Powrócisz tu”). Zebrani w CSM fani nie tylko słuchali, ale nawet na prośbę gwiazdy wsparli ją w kilku momentach, wyśpiewując niemal pełne teksty kolejnych utworów. Zabrakło za to numerów z wydanego w 2014 roku albumu „Zamyślenia” (sprawdź recenzję), który nie jest co prawda dziełem wybitnym, ale na którym znajdziemy kilka ładnych kompozycji, chociażby singiel „Chodź na kawę Warszawo”. Być może wokalistkę przed zaprezentowanie tego utworu powstrzymał fakt, że śpiewała w Tarnowie? Być może piosenka ta zarezerwowana jest wyłącznie dla stolicy i tamtejszych słuchaczy?

Jak się okazało, koncerty Ireny Santor to nie tylko dobre piosenki, ale także nakreślane przez wokalistkę tło każdego z utworów. Artystka przez każdym wykonaniem przybliżała historię jego powstania, mówiła w ciepłych słowach o autorach tekstów i muzyki, od czasu do czasu wplatając w to wszystko anegdotę z przeszłości. A kiedy już zaczynała śpiewać, do jej wysokiego poziomu dostosowywali się członkowie zespołu towarzyszącego: Mariusz Dubrawski (fortepian), Wojciech Ruciński (kontrabas) i Grzegorz Poliszak (perkusja), którzy mieli nawet swoje przysłowiowe pięć minut, kiedy w trakcie zaplanowanej wcześniej krótkiej przerwy dla wokalistki, mogli pokazać kunszt gry i niego pojamować (ku mojej uciesze na pewno, ale czy całej publiczności? Tutaj bym się zastanowił).

Nie chcę zostać źle odebrany. To, co za moment napiszę, nie będzie w żadnym wypadku drwiną z osób zaawansowanych wiekowo, które stanowiły zdecydowaną większość na czwartkowym koncercie. Śmiem twierdzić, że ten ponad godzinny recital oraz możliwość spotkania się z wokalistką tuż po nim (warto nadmienić, że Santor przez dość długi czas podpisywała płyty i pozowała do zdjęć z fanami) dał im więcej radości niż coroczna waloryzacja rent i emerytur, wizyta u lekarza specjalisty, na którą czekało się sześć miesięcy czy często wymuszony uśmiech wnuka, który liczy wyłącznie na finansowe wsparcie babci. Nie ma się jednak czemu dziwić. Występ Ireny Santor potwierdził, że tytuł Pierwszej Damy Polskiej Piosenki należy się jej jak nikomu innemu. Słowa Stefana Rachonia, szefa Orkiestry Polskiego Radia, iż „głos piosenkarza jest jak instrument – może to być zwykły egzemplarz, a może i Stradivarius, a głos Ireny Santor to właśnie Stradivarius” są wciąż aktualne. (MAK)

Reklamy

About Mateusz Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w dwóch szkołach (licealnej i podstawowej) uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Informacja

This entry was posted on 2015-04-19 by in Relacja and tagged , , , , , , .
%d blogerów lubi to: