AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Recenzja: God’s Bow „Tranquilizer”

Na moment powracam jeszcze do 2014 roku. Wszystko za sprawą recenzji płyty „Tranquilizer” duetu God’s Bow.

Wychodzę pewnie w tym momencie na muzycznego ignoranta, ale projekt God’s Bow był mi nieznany. Smaczku całej sytuacji dodaje fakt, że duet tworzy już od prawie dwóch dekad, a muzyczne dokonania Agnieszki Kornet i Krzysztofa Pieczarki zebrały przez ten czas spore grono zwolenników nie tylko nad Wisłą, ale także poza granicami naszego kraju. Cóż, muzyka to typowa damska torebka – głęboka, przestrzenna, mogąca pomieścić wiele, w której znajdziemy sporo rzeczy, który nawet nie spodziewaliśmy się znaleźć. Do recenzowania tego typu płyt zazwyczaj przystępuję z marszu, nie ukrywając braku znajomości wcześniejszych dokonań zespołów. Tym razem postąpiłem jedna inaczej i zanim w odtwarzaczu wylądował krążek „Tranquilizer”, sięgnąłem po wcześniejsze trzy albumy duetu. Spoiler dla tych, którzy podobnie jak ja, nie znali God’s Bow: dark wave, nieco etnicznych wtrąceń, elektronika spod znaku kultowych Dead Can Dance. Tak w skrócie, aby wiedzieć na czym stoimy.

Nowym album duetu zatytułowany „Tranquilizer” ukazał się w 2014 roku po siedmiu latach od premiery wcześniejszego krążka. Czas – sami przyznacie – to spory, w którym zmienić zdążyły się brzmienia, moda i upodobania słuchaczy. Nie zmieniła się za to stylistyka, w której poruszają się God’s Bow. Dla nich niedoścignionym wzorcem wciąż są Lisa Gerrard i Brendan Perry, a ulubionym klimatem mroczna przestrzeń oparta na elektronice i transowym bicie. Świetnie pokazuje to zresztą „Aladiah” – utwór serwujący nam na dzień dobry piękną kopię Dead Can Dance. Transowość, której podstawą są dźwięki bębnów, wciąga, ale jednocześnie przeraża i nakazuje szybką ucieczkę. Tylko uciekać za bardzo nie ma dokąd – chyba że do jeszcze bardziej mrocznego „Curse The Night”, w którym słowa „Darkness wins I lost my way” wcale nie są nacechowane optymizmem i radością. Późniejsze „One Day” stanowi wzorcowy pokaz dark wave’u, a ustawione na trackliście obok siebie „Fallen” i „New Kingdom Of Illusions” (ten drugi pozbawiony wokalu) serwują orientalne melodie, które powinny spodobać się nie tylko miłośnikom tego typu klimatów.

Tylko, drogi czytelniku, problem jest jeden: ja w ogóle nie przepadam za tego typu muzyką. Być może God’s Bow mają wianuszek wiernych fanów, którzy cieszą się na każdą wzmiankę o nowych ruchach i nagraniach. Być może większość z nich nie legitymuje się polskim paszportem, co z automatu stawia duet jako muzyczny towar eksportowy, z którego powinniśmy być dumni. Być może tak właśnie jest, tylko nijak ma się to do mojej wrażliwości i przyswajania dźwięków prezentowanych przez Agnieszkę i Krzysztofa. Taka „ciemna” (w sensie brzmienia) muzyka zupełnie nie jest mi bliska. (MAK)

God’s Bow „Tranquilizer”
(2014; Lyre Studios/Requiem Records)

Reklamy

About Mateusz Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w dwóch szkołach (licealnej i podstawowej) uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Informacja

This entry was posted on 2015-03-26 by in Recenzja and tagged , , , , , , .
%d blogerów lubi to: