AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Recenzja: Mroku „W drodze do domu”

Mroku nagrał kolejny solowy materiał. Jak wypadł? Recenzja w dalszej części wpisu.

Mroku (foto: facebook.com/mrokumrok)

Członek koszalińskiego składu Bla-Bla przypomniał o sobie solowym albumem. Materiałem zatytułowanym w „Drodze do domu” Mroku niewątpliwie daje jednoznaczną odpowiedź niedowiarkom, którzy po premierze „Bajek robotów” stwierdzili, że raper wypalił się i niczego dobrego już nie nagra. Owszem, nowej płyty do „Mrocznych nagrań” z 2009 roku porównywać nawet nie ma sensu, jednak tegoroczny krążek z pewnością znajdzie wielu fanów, a miłośnicy rodzimego hip-hopu wyróżnią tytuł w końcoworocznych podsumowaniach (przynajmniej mam taką nadzieję).

„W drodze do domu” to z pewnością płyta, na którą Mroku miał pomysł. Punktem wspólnym dla większości numerów zawartych na krążku jest tytułowy dom – metaforyczne miejsca (tak, w liczbie mnogiej), do których raz po raz raper wraca w utworach. Mroku spogląda w mglistą, nieco oniryczną przeszłość („W moim domu mieszka wczoraj” śpiewa przecież na dzień dobry Asia Alpop), gdzie na zamazanym i niewyraźnym tle na pierwszy plan wybijają się mocno zaakcentowane wątki przewodnie. W „Baw się i tańcz” raper wspomina młodzieńcze chwile przepełnione beztroską zabawą i radością, zestawiając je z życiem, które później ustępuje w tych samych miejscach śmierci. Ten motyw przemijania i odchodzenia na drugą stronę, ale opowiedziany z odwrotnej perspektywy, powraca jeszcze między innymi w utworze „Martwi przyjaciele”. „Letni hit” piętnuje natomiast szczeniacką głupotę i ocenianie ludzi bez poznania źródeł ich zachowania, a utwór „Pancerni” (zawierający sampel z utworu przewodniego z serialu „Czterej pancerni i pies”) opiewa przeszłe pokolenie walczące o wolność, która nie jest wartością daną nam na zawsze, co doskonale widać po wydarzeniach za naszą wschodnią granicą. „Ostatnia niedziela” momentami zdaje się kontynuacją „Siódmego dnia” znanego z „Mrocznych nagrań”. Takim powrotem do czasu minionego jest nawet numer „Na pół” nagrany w pełnym składzie razem z kolegami z ekipy Bla-Bla.

Mroku nie zaskakuje w kwestii doboru tematów, podejścia do tworzenia utworów i składania wersów, jednak nie jest to żaden minus. Czy ktoś bowiem wyobraża sobie koszalińskiego rapera na przykład w trapowym klimacie? Przecież taki eksperyment nie miałby najmniejszego sensu. „W drodze do domu” jest zatem płytą nagraną zgodnie z oczekiwaniami słuchaczy, którzy, podejrzewam, w głębi duszy chcieli otrzymać taki właśnie typowo Mrokowy materiał. Odczucie tego charakterystycznego klimatu potęguje nie tylko postawa rapera, ale także właściwa selekcja podkładów. Główne skrzypce gra oczywiście Mahyn – producent, z którym Mroku współpracuje od bardzo dawna, na którego bitach zdaje czuć się jak przysłowiowa ryba w wodzie. Kolega z zespołu Bla-Bla nie jest jedynym autorem muzyki, który dołożył swoje kilka groszy do powstania „W drodze do domu”. Na krążku znajdziemy również podkłady między innymi Bob Aira (to będzie nudne, ale kolejny raz wypada krzyknąć „Bober, co za bit!”), ekipy Złote Twarze i dawno niesłyszanego przeze mnie Puzzela. Do tego didżeje Zaju i WeeDJet ubarwiający całość skreczami. Chociaż płytę z koszalińskim raperem nagrywało w sumie dziesięciu producentów, zaprezentowana muzyka charakteryzuje się spójnością i doskonale podkreśla to, co w swoich tekstach przekazać chciał gospodarz.

Przy okazji premiery każdej solowej płyty Mroka dochodzę do wniosku (i zapewne nie tylko ja posiadam takie przemyślenia), że koszaliński emcee to jeden z bardziej niedocenionych raperów w Polsce, postać, która zasługuje na względny spokój, jaki zapewnić powinna wytwórnia, osoba, która mogłaby być idolem młodzieży, posiadać własną markę odzieżową i cierpieć na brak czasu z powodu zbyt wielu gościnnych zaproszeń na krążki kolegów z branży. Tak być powinno, ale nie jest, ponieważ Mroku celuje w nieco inny target – słuchacza dojrzalszego emocjonalnie, który nie jest z kolei typowym odbiorcą rapu w Polsce. Obym to jednak ja trwał w błędnym przeświadczeniu i odbiór tej płyty przerósł moje (i Mroka) najśmielsze oczekiwania. (MAK)

Mroku „W drodze do domu”
(2014; wydanie własne)

Reklamy

About Mateusz Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w dwóch szkołach (licealnej i podstawowej) uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

2 comments on “Recenzja: Mroku „W drodze do domu”

  1. aspoludnia
    2014-12-21

    Dla mnie ten album bije „Mroczne nagrania”.

  2. Good Man
    2018-05-04

    Zaryzykuje stwierdzeniem ze to aktualnie jego najlepszy album. Kazdy kawalek genialny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Informacja

This entry was posted on 2014-12-20 by in Recenzja and tagged , , , , .
%d blogerów lubi to: