AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Recenzja: 1965 „High Time”

Materiał zawarty na płycie „High Time” to debiut warszawskiego zespołu 1965. Płyta objęta została przez blog AxunArts patronatem.

Okładka płyty „High Time”

Wyszło trochę dziwnie ponieważ w przeciągu jednego tygodnia publikuję na blogu dwie recenzje płyt, które nagrane zostały przy użyciu podobnego patentu: bez muzycznych innowacji. Karate Free Stylers skupili się na grunge’u, a warszawska ekipa 1965 postanowiła dać upust swoim rock’n’rollowym emocjom. Tak oto zrodziła się płyta „High Time”.

Album „High Time” nie zaskoczy na pewno tych, którzy z rockiem zaprzyjaźnieni są od dawna. Będzie natomiast cieszył tę grupę słuchaczy, dla których poprawnie zagrane (odegrane?) muzyczne frazy, odwołujące się do mistrzów gatunku, spełniają pełny zakres oczekiwań. W szerszej perspektywie traktować trzeba to jako minus. Podobnie rozpatrywać należy fakt, że na płycie znalazło się kilka utworów, które przy dłuższym obcowaniu z nimi zlewają się w jedną całość. Na siłę można zrzucić to na koncept krążka, jednak, proszę, nie popadajmy w jednostajność. Wolniejsze kompozycje zawarte na albumie sprawiają wrażenie jednolitych i opartych na podobnej muzycznej próbce. Rockowe ballady są potrzebne, ale nie w takiej ilości na jeden raz. Na „High Time” jest ich po prostu zdecydowanie za dużo, a wprowadzany przez nie klimat nuży już przy pierwszym kontakcie. Obcując z materiałem autorstwa warszawskiego zespołu mam nieodparte wrażenie, że cześć riffów już gdzieś słyszałem. Patenty na kawałki również nie są pierwszej świeżości, a sam wokalista śpiewu i tekstowej ekspresji uczył się chyba wyłącznie od lidera nieodżałowanych Guns N’ Roses. Wzorzec niby dobry, ale powielanie środków wykorzystywanych przed trzydziestoma laty nie powinno wchodzić w grę.

Najlepszy w całym zestawie wydaje się być numer „Harlem”. Odstająca nieco od reszty piosenek kompozycja nawiązuje do bluesowego grania, co z pewnością stanowi pewne zaskoczenie, kiedy poznało się już inne tytuły zawarte na „High Time”. Rolę wisienki na torcie pełnią tutaj klawiszowe partie dogrywane gościnnie przez Filipa Latę.

Ten krążek to dowód, że klasyczny rock’n’roll ma się dobrze i jest świetną szkołą dla muzyków, którzy – nawet odtwarzając pewne utarte patenty – są w stanie pokazać zalążek swojego talentu, który później eksploduje z podwójną siłą. I taką nadzieję mam w przypadki stołecznego tria, które na dzień dzisiejszy tylko sygnalizuje spory potencjał, na ukazanie którego przyjdzie pewnie jeszcze czas. A klasyczny rock? Jeśli będę chciał go posłuchać, sięgnę po płyty z lat 60. i 70. – co sugeruję również i Tobie, czytelniczko/czytelniku. (MAK)

1965 „High Time”
(2014; wydanie własne)

Reklamy

About Mateusz Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w dwóch szkołach (licealnej i podstawowej) uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Informacja

This entry was posted on 2014-11-12 by in Recenzja and tagged , , , , , , .
%d blogerów lubi to: