AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Recenzja: Digit All Love „Augusta”

Wrocławska grupa Digit All Love powróciła z nowym studyjnym albumem, a ja nie mogłem obok takiego wydarzenia przejść obojętnie. Recenzja płyty zatytułowanej „Augusta” w dalszej części wpisu.

„Augusta” jest rozpoczęciem nowego rozdziału w historii Digit All Love nie tylko z powodu istotnej zmiany w składzie, ale również ze względu na to, że niektóre premierowe kawałki uzależniają niczym morfina (czego osobiście nie odczuwałem przy wcześniejszych płytach grupy). Brak Natalii Grosiak, która zdecydowała się skupić na projekcie Mikromusic, niemal automatycznie skłania słuchacza do porównywania „starego Digit” z tym „nowym”. Pewnie wielu czytelników oczekuje podobnej opinii po tej recenzji. Wątpliwości rozwiewam zatem na samym początku: nie jest ani lepiej, ani gorzej. Jest równie dobrze, a przy tym nieco inaczej, bowiem Joanna Piwowar-Antosiewicz, która wskoczyła na miejsce Grosiak, wnosi do zespołu nie tylko wokal, ale także całą warstwę liryczną oraz wachlarz emocji, które w połączeniu z kompozycjami Macieja Zakrzewskiego stanowią niezbity dowód na to, że wracać pod szyldem Digit All Love było warto.

Dziewięć premierowych utworów, jakie znajdziemy na płycie „Augusta”, to stylistyczna kontynuacja obranej już jakiś czas temu drogi. Trip-hopowa i elektroniczna seria dźwięków, wzbogacona dodatkowo instrumentarium w postaci skrzypiec, wiolonczeli, altówki oraz sekcji rytmicznej (perkusja, bas), jest kluczem do drzwi z napisem „oniryczny i melancholijny świat Digit All Love”. „Neon Book” to typowa propozycja na dzień dobry, która wita słuchacza i przedstawia mu muzyczny szlak, którym za moment podąży on razem z zespołem. Atmosfera przyćmienia i lekko mętnego światła wprowadza w odpowiedni klimat, zostawiając równocześnie miejsca na niespodzianki i małą niepewność. Następująca chwilę później kompozycja „Lick Your Enemy Light” kontynuuje zaproponowaną stylistykę. Zestawienie w jedną całość nieco mocniejszego podkładu z łagodną barwą głosu wokalistki (rozwiązanie to pojawia się też później chociażby w okraszonym teledyskiem „Will You Dare”), nie jest dla trip-hopu niczym odkrywczym, jednak dobrze zaplanowane i przetworzone dla własnych potrzeb powoduje, że słuchając Digit All Love nie ma się pretensji o brak innowacyjnego podejścia do tematu. Niektóre patenty, które określić można zgranymi, na „Auguście” prezentują się po prostu ciekawie. Za taki schematyczny, ale udany ruch uznać należy wstawienie do tracklisty utworu „Glainsbourg”, który po trzech kolejnych dusznych numerach stanowi dobrą sposobność na złapanie dystansu i luzu przed kolejną dawką brudniejszej elektroniki. A do tej wracamy w tytułach „Kingdom Of Traps” (kawałek ze zmiennym tempem i rytmiką; mój faworyt z płyty) oraz „We Are (Not An Easy Target)”. Całość kończy się ponownym zwrotem ku kołyszącej lekkości, którą przynosi „2.37” – jeden z dwóch polskojęzycznych numerów na płycie.

To, w czym Piwowar-Antosiewicz przypomina wcześniejszą wokalistkę, to fakt, że jest nie tylko uzupełnieniem muzyki. Kolejne faktury budowane przez wokal – raz cięższy, raz delikatniejszy, a kiedy indziej szorstki – ustawione w jednym szeregu z muzyką, stają się kolejnym instrumentem tworzącym brzmienie całej płyty. Sposób, w jaki warstwa liryczna zostaje zaprezentowana odbiorcy, nie skupia się na wyborze jednej ścieżki. Różnorodność osiągnięta przez typowy śpiew, ale także zupełne psychodeliczne odloty, melorecytację czy szept, dodaje materiałowi zawartemu na krążku kolejnych smaczków, które odkrywa się na nowo przy każdej sposobności.

Formacja Digit All Love wróciła po zmianach, które na szczęście nie wpłynęły na jakość grania. „Augusta” to czterdzieści minut dobrej, mocno wciągającej muzyki. Bez wielkich słów i prognozowań – wszak mamy dopiero wrzesień – jednak coś mi mówi, że w rocznych podsumowaniach o wrocławskiej grupie wspomni wielu dziennikarzy, blogerów i wszelkiej maści krytyków muzycznych. Tak solidnych płyt trudno bowiem zapomnieć. (MAK)

Digit All Love „Augusta”
(2014; Mystic Production)

Reklamy

About Mateusz Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w dwóch szkołach (licealnej i podstawowej) uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Informacja

This entry was posted on 2014-09-17 by in Recenzja and tagged , , , , , , .
%d blogerów lubi to: