AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Recenzja: Pustki „Safari”

Premiera płyty „Safari” miała miejsce na początku marca. Chcąc być „na czasie” powinienem tę recenzję napisać jakieś trzy miesiące temu. Dobrze się jednak stało, że przeciągnąłem to aż do teraz. Dlaczego? O tym w dalszej części wpisu.

Pustki (foto: Filip Styliński, materiały prasowe)

Pustki długo kazały na siebie czekać. Premiera nowej, szóstej już studyjnej płyty zespołu z miejsca stała się wydarzeniem istotnym dla rodzimego rynku fonograficznego. Po pięciu latach od ukazania się „Kalamburów”, dwóch od uszczuplenia składu do trzech osób (z zespołem pożegnał się basista Szymon Tarkowski) i zweryfikowaniu swojej muzycznej pozycji, Pustki wróciły z ciekawym materiałem, który na krótko po trafieniu do sklepów przez wielu okrzyknięty został murowanym kandydatem do tytułu albumu roku. Czy faktycznie jest aż tak dobrze?

„Safari” jako całość robi spore wrażenie. Zestaw dziesięciu piosenek trzeba pochwalić przede wszystkim za produkcję, która kolejny raz stawia Pustki w ścisłej czołówce wykonawców, którzy mają ambicje tworzenia czegoś ponad krajową przeciętną. W połączeniu z pasją, talentem, charakterystycznym muzycznym zacięciem, którego od tria mogą uczyć się młodsi wykonawcy i procentującym cały czas piętnastoletnim doświadczeniem scenicznym, grupa ma wszystko, aby być wykonawcą topowym. Nowa płyta dokłada do tego twierdzenia kolejną cegiełkę.

W kwestii muzycznej Pustki idą drogą wielu współczesnych wykonawców i porzucają lub niwelują udział gitarowych brzmień na rzecz elektroniki. Czy trend ten jest dobry? Jednym się podoba, innym nie, ale wszystko i tak weryfikuje zawsze scena i odbiorca, a w dalszej perspektywie – historia. Kapeli z Ostrówka zmiana wyszła akurat na dobre. Ewolucja i postęp – to chyba najlepsze słowa, jakich należałoby użyć w przypadku tej płyty. Na „Safari” z rockowego sznytu pozostała pomysłowość, stylistyka pop wniosła natomiast świeżość i lekkość, pozwalając na jednoczesne poszerzenie możliwości trafienia do odbiorcy innego niż dotychczasowy. Ten, nazwijmy to, romans z mniej wymagającymi brzmieniami nie sprawia wcale, że zespół przestaje grać wartościowe melodie. Pustki konsekwentnie trzymają się z daleka od radiowych ramówek największych komercyjnych stacji. Dzieje się to też po części nie dlatego, że grupa gra źle. To nasz typowy słuchacz nie jest jeszcze przyzwyczajony do muzyki, jaka od dawna króluje chociażby na rynku brytyjskim. Tam indie – spod znaku popu i rocka – jest chlebem powszednim, nad Wisłą wciąż określany jest jako gatunek alternatywny, stojący w opozycji do typowo komercyjnego grania.

Na tegorocznej płycie znajdziemy masę ciekawych melodii, sporo bogatych aranży i – do czego Pustki już przyzwyczaiły – dobre teksty (ukłon w stronę Radka Łukasiewicza, który kolejny raz udowadnia, że liryzm to jego mocna strona, a „Po omacku”, czyli jedyny śpiewany przez niego utwór na płycie, to zdecydowanie najmocniejszy fragment całej muzycznej układanki pod tytułem „Safari”). Paradoksalnie, po rozstaniu z basistą, Pustki postawiły silniej na gitarę basową. I piszę to z premedytacją, wiedząc, że nowa płyta bardziej chyli się ku elektronice niż gitarowemu graniu, jakie do tej pory kojarzyliśmy z zespołem. „Wyjeżdżam!” i „Się wydawało” najlepszymi na to przykładami. Elementy gospel i soulu („Nie tu”) czy tanecznej rytmiki rodem z lat 80., to tylko niektóre pomysły, jakie okazały się strzałami w dziesiątkę, a których po Pustkach raczej spodziewać się nie mogliśmy.

Płyta „Safari” to bez wątpienia jedna z wartościowszych pozycji tego roku. W kategorii indie bezkonkurencyjna, w pojęciu szerszym – tylko dobra. Sięgając po krążek po premierze, byłem wręcz zachwycony tym, co wydobywało się z głośników. Trzydzieści minut muzyki, którą bez wstydu można było puścić głośniej i przyczynić się do muzycznej edukacji sąsiadów. Co zmieniło się dzisiaj? Przede wszystkim ukazały się solowe albumy Artura Rojka, Spinache’a i Michała Przerwy-Tetmajera, które po prostu zmieniły nieco układ rotacji w mojej domowej rozgłośni radiowej. Przykład na to, że odbiór konkretnej płyty nigdy nie jest stały, a z przyznawaniem nagród i wyróżnień należy zaczekać do końca roku. (MAK)

Pustki „Safari”
(2014; ART2/Agora)

Reklamy

About Mateusz Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w dwóch szkołach (licealnej i podstawowej) uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Informacja

This entry was posted on 2014-07-13 by in Recenzja and tagged , , , , , , .
%d blogerów lubi to: