AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Recenzja: Percival Schuttenbach „Svantevit”

O folkmetalu wiem tyle, co o budowie silnika rakiety odrzutowej, więc nie traktujcie poniższej recenzji jak wyroczni. Ot, kilka spostrzeżeń po wczorajszym odsłuchu płyty „Svantevit”.

Grupa Percival Schuttenbach, która w świadomości wielu polskich słuchaczy zagościła dzięki współpracy z Donatanem przy płycie „Równonoc”, we wrześniu tego roku oddała w nasze ręce swój nowy studyjny materiał. Album zatytułowany „Svantevit” to swoisty wehikuł czasu przenoszący nas wstecz do okresu, kiedy na terenie dzisiejszej Polski rosły gęste bory, a zamieszkujący je ludzie oddawali cześć bogom i żywiołom natury.

Od razu na wstępie zaznaczam, że nie jestem fanem hybrydy metalu i muzyki folk. Niemniej z obcowania z materiałem zawartym na „Svantevit” jakąś tam przyjemność czerpałem (może nie długotrwałą, ale jednak przyjemność). Duży plus dla zespołu za utrzymanie proporcji pomiędzy dwoma wspomnianym na początku tego akapitu stylami. Słowiańskie inspiracje muzyczne dobrze splatają się tutaj z ostrzejszymi, gitarowymi dźwiękami, które nie są oczywiście niczym oryginalnym jeśli postawimy utwory te na tle całej rockowej i metalowej sceny.

Za największy atut krążka niewątpliwie uznać należy opowieść, jaka zaprezentowana została w kolejnych utworach. Tutaj nie można słuchać wybranych kawałków, zmieniać ich kolejności, kończyć w połowie. Z płaszczyzną liryczną albumu „Svantevit” jest jak z dobrą książką – siadasz i czytasz „na raz”, od deski do deski. Osadzona w staropolskim, pogańskim świecie przypowieść o klątwie rzuconej przez bogów, walce o honor, słowiańskiej dumie i przebiegłości, stanowi o koncepcie płyty i zaciekawić powinna nie tylko fanów postaci Wiedźmina, „Starej baśni” i wakacyjnych wycieczek do Biskupina. (Dla tych wszystkich, którzy mieliby ewentualne problemy z odbiorem przekazu, zespół uzupełnił książeczkę o przypisy, które tłumaczą co i jak). Warstwa brzmieniowa dostosowana została do tematyki i klimatu kolejnych tekstów. Zmienności podlegają tutaj m.in. wokal (jego styl i szybkość), a także tempo grania.

„Svantevit” to z całą pewnością płyta, której – z racji wcześniej wspomnianego faktu nieobcowania na co dzień z mieszanką metalu i folku – nie będę słuchał nagminnie. To, co usłyszałem na krążku, jest na pewno zaskakujące, oryginalne i mogące zwracać uwagę. Z całą pewnością płyta okaże tym, czego miłośnicy folkmetalowych klimatów oczekują, czymś, po co chętnie sięgną i co z dużym prawdopodobieństwem zaakceptują. Ja doceniam, ale fanem nie zostanę. (Mateusz „Axun” Kołodziej)

Percival Schuttenbach „Svantevit”
(2013; Fonografika)

Reklamy

About Mateusz Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w dwóch szkołach (licealnej i podstawowej) uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Informacja

This entry was posted on 2013-12-31 by in Recenzja and tagged , , , , , , .
%d blogerów lubi to: