AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Recenzja: The White Kites „Missing”

Płyta, którą od kilku tygodni noszę przy sobie (czytaj: w odtwarzaczu mp3) i słucham niemal zawsze wychodząc z domu. Aż dziw, że do tej pory nie napisałem o niej na łamach blogu nawet jednego zdania. Dzisiaj nadrabiam tę zaległość.

Warszawski zespół The White Kites zaprezentował jeden z ciekawszych debiutanckich albumów tego roku. Zaczynali dwa lata temu, przez ten czas dochodząc do poziomu, o którym sporo wykonawców może pomarzyć (nie mam na myśli sławy i bajecznego kontraktu, ale grę i podejście do niej). To, co znajdziemy na „Missing”, to kompozycje o zmiennym tempie i emocjach – czasami odlatujące gdzieś daleko, by za chwilę spać na ziemię z dużą mocą. Flet, klawisze czy dzwoneczki nadają temu wszystkiemu zwiewności i gracji, zaś gitary i perkusja przywołują na nowo do porządku i wkładają w około rockowe ramy.

Od strony muzycznej „Missing” to jedna z bardziej dopieszczonych płyt 2013 roku. Słucha się jej bardzo dobrze, a lekkość, z jaką prezentowane są kolejne brzmieniowe frazy, dodają całości przestrzeni i zachęcają do zagłębiania się w kolejne takty. W kwestiach nazewnictwa i przyporządkowania poszczególnych numerów do konkretnych szufladek gatunkowych, debiutancki krążek The White Kites to nic innego jak nasycony psychodelią rock, folk, a nawet hippisowski styl. Zebrane razem tworzą ciekawą mieszankę klimatycznie tożsamą z latami 60. („When Will May Return?”), muzyką znaną z kultowych płyt Beatlesów („Beyond the Furthest Star”), wariackich podróży, jak u Waitsa („Should You Wait For Me”) i progresywnymi dźwiękami („Clown King”).

„Missing” to kolejna anglojęzyczna płyta polskiego wykonawcy. Moda, która może irytować, jednak w tym wypadku moje wszystkie argumenty zostają odparte jednym faktem: wokalista The White Kites, Sean Palmer, jak nietrudno się domyślić, Polakiem nie jest, a język Shakespeare’a jest mu bliższy niż ten, w którym tworzył Mickiewicz. Sytuacja bez wyjścia, tym bardziej, że Palmer śpiewać potrafi i do klimatu piosenek zawartych na „Missing” pasuje wręcz idealnie.

Debiutancki krążek The White Kites to, nawiązując do tytuły, faktycznie zaginiony materiał – i to nie rok, czy dwa lata temu, ale przed kilkoma dekadami, kiedy tego typu dźwięki gościły na ustach (i w głowach) wszystkich. Dzisiaj to tylko hołd dla tamtych czasów i sentymentalna pocztówka zawieruszona gdzieś na muzycznej poczcie. (Mateusz „Axun” Kołodziej)

The White Kites „Missing”
(2013; Deep Field Records)

Reklamy

About Mateusz Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w dwóch szkołach (licealnej i podstawowej) uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Informacja

This entry was posted on 2013-12-03 by in Recenzja and tagged , , , , .
%d blogerów lubi to: