AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Recenzja: Funky Flow – 3

Za kilka dni, dokładnie 7 czerwca, do sprzedaży trafi płyta zespołu Funky Flow zatytułowana 3. Zapraszam do sprawdzenia przedpremierowej recenzji tego krążka.

Muzyczną drogę Funky Flow śledzę od końca 2009 roku. Grupę (wtedy jeszcze kwartet) miałem okazję zobaczyć i posłuchać na żywo w ramach tarnowskiego Art Festu. Rzeszowski zespół był dla mnie swego rodzaju objawieniem tamtej imprezy. Występ, chociaż w formie supportu i ograniczony czasowo, zapadł na długo w mojej pamięci. Jak gra się w grudniu w nieogrzewanej sali, przy temperaturze poniżej zera, trzeba robić naprawdę dużo, aby rozruszać publikę. Funky Flow ze swojego zadania wywiązali się wówczas doskonale. Dzisiaj grupa ze stolicy Podkarpacia, już jako trio (Kuba Szturm, Tomek Drachus, Seweryn Krzysztoń), po kilku zmianach i muzyczno-życiowych przygodach, wraca z materiałem zatytułowanym 3.

Funky Flow (foto: materiały prasowe)

Dlaczego „Trójka”? Rozwiązanie zagadki jak zwykle okazuje się prostsze niż można się tego spodziewać. Po pierwsze, tegoroczna płyta – licząc razem z materiałem demo – to trzeci krążek w dorobku zespołu. Po drugie, album nagrany został po roszadach personalnych i uszczupleniu składu do trzech osób. Zapewne, gdyby zapytać o genezę tytułu samych zainteresowanych, znalazłoby się jeszcze kilka wątków, w których cyfra trzy pełni istotną rolę.

Na szczęście „trójka” to nie łączna liczba utworów zawartych na płycie. Jest ich w sumie dziewięć plus „Intro”, w którym Ralph McGaw kilka razy powtarza nazwę zespołu, robiąc to zapewne „tak, na wszelki wypadek”, aby potencjalny słuchać od samego początku miał świadomość, po czyj krążek sięga. Niepodważalnym plusem, jaki trzeba zapisać na koncie rzeszowskiego tria, to w miarę równy udział każdego muzyka w brzmieniu płyty. Teoretycznie, w tego typu grupach dominującą rolę pełni gitarzysta (vide: trio Marka Napiórkowskiego, gdzie instrument lidera mocno akcentuje swoją obecność od początku do końca). Członkowie Funky Flow dzielą się czasem gry. Oczywiście na płycie znajdziemy utwory, takie jak chociażby „Reflection” i „Goose”, w których gitara nadaje ton. Jednak w perspektywie całego materiału nie jest to dominacja nagminna, a raczej wyznaczająca kierunek brzmienia. Co więcej, nawet jeśli w utworze nastaje moment wypełniony gitarowym brzmieniem, możemy być pewni, że tuż za nim swoje przysłowiowe „pięć minut” otrzymają klawisze lub perkusja (przykładem ponad siedmiominutowa kompozycja „Snowless Winter”, w ramach której każdy z trzech muzyków prezentuje swoje talenty). Odnośnie perkusji, ta całkiem nieźle nadaje ona tempo już w „Intrze”, aby następnie w doskonałej formie powrócić chociażby w „Summer Joint” – utworze początkowo leniwym, później uzupełnionym gitarą, przechodzącym w małą wariację i wibrację, przyśpieszającym lekko pod koniec, a na finiszu ponownie powracającym do początkowego stanu. Prywatnie, mój ulubiony track na krążku. Z kolei „Hello, Dude” (z gościnnym udziałem Zbigniewa Jakubka) oraz następujący zaraz po nim „Hustler” pięknie pokazują, jak opierać kompozycję na dźwiękach klawiszy, trzymać groove i nieść przyjemną dla ucha melodię.

Ważna wydaje się być także kompozycja „9/8” pokazująca, że Funky Flow – jako zespół bez pełnoprawnego basisty – straciło kilka muzycznych atutów. Wojtek Pilichowski sprawia, że w utworze słyszalna jest owa, propagowana przez niego „radość”, a sam kawałek w rezultacie okazuje się jednym z najlepszych na całym krążku.

Wracając jeszcze raz do przypomnianego na początku koncertu z 2009 roku, porównując „tamto Funky Flow” do „obecnego”, od razu słyszalny jest progres. To banał, wiem, ale muzycy wiele przez ten czas się nauczyli. Grając jako Funky Flow, współtworząc z Eskaubei projekt funkowo-jazzowo-rapowy, czy też występując jako Oversoul z wokalistą Arturem Bradlińskim, pogłębiali metodycznie muzyczną wiedzę, zdobywając doświadczenie, które zaprocentowało podczas pracy nad płytą. Płytą, która nie jest dobra ponieważ ukazuje się z logo AxunArts na okładce, ale dlatego, że nagrali ją ludzie kochający muzykę i lubiący się nią dzielić z innymi. (MAK)

Funky Flow – 3
(2013; Funky Flow Production)

Reklamy

About Mateusz Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w dwóch szkołach (licealnej i podstawowej) uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Informacja

This entry was posted on 2013-06-01 by in News and tagged , , , , , , , , .
%d blogerów lubi to: