AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Gold Song #161: Rap to pokaz umiejętności

W cyklu Gold Song cofam się dzisiaj tylko o kilak lat – do 2005 roku. Kieruję się do Koszalina, gdzie urzędują panowie z zespołu Bla Bla.

Ale zanim o grupie Bla Bla

W rozmowie z zaprzyjaźnionym raperem, który na scenie obecny jest ponad dekadę i na swoim koncie zapisał szereg mixtape’ów, epek i singli, zastanawialiśmy się (bluźniliśmy?) nad sytuacją na krajowej scenie, gdzie „ręka rękę myje”, wspiera się jedynie tych, którzy na tej scenie „są” lub „są twoimi kolegami”. Jakieś szybkowary czy czajniki nagrywają numer i w przeciągu godziny połowa polskich raperów z tzw. pierwszej ligi wrzuca link na swoim Facebooku. Nie liczy się to, że człowiek ma zero skillsów, nie potrafi trafić w bit, nie ma pomysłu na kawałek, będąc przy tym kopią kopi znanego rapera z końca lat 90. W drugim, równoległym świecie działają utalentowane osoby, które – od lat robiąc swoje – nie doczekały się jeszcze swoich pięciu minut i pieniędzy z płyt. Owszem, są one chwalone przez graczy, którzy rokrocznie sprzedają po 6-7 tysięcy egzemplarzy, ale są to tylko poklepywania po plecach i prywatne rozmowy. Nie ma polecenia – chociażby na wcześniej wspomnianym Facebooku, nie ma zaproszenia na płytę, nie ma zaproszenia na koncert w roli supportu. Są koneksje, liczenie się z ewentualnym zyskiem i obłuda.

Bla Bla (foto: Joanna Alpop)

To teraz już o grupie z północy Polski.

W 2005 roku nakładem wydawnictwa EMI Music ukazała jedyna legalna płyta zespołu Bla Bla. Mroku, Burza, Wonz, Mahyn, Jajco i Em wnieśli do krajowego hip-hopu świeżość. Ta morska bryza z Koszalina była odczuwalna za każdym razem, kiedy krążek lądował w odtwarzaczu. Była dobra reakcja ze strony recenzentów, chociażby w nieistniejącym już, ale mocno opiniotwórczym magazynie „Ślizg”, Marcin Flint pisał m.in.: „Niefortunne szarże zdarzają się sporadycznie, a pomysły na kawałki są na tyle dobre (…), że taka formuła się sprawdza, zwłaszcza iż wyobraźni i inteligencji nie brakuje na szczęście nikomu”, wystawiając ostatecznie wysoką notę końcową 4/6 („Ślizg”, numer 02/122, luty 2006, s. 65). Płyta spotkała się także z dobrą reakcją ze strony słuchaczy, którzy w sieci wyrażali sporo pozytywnych opinii na temat krążka. Nie wystarczyło. Scena przeżuła i wypluła koszalińską grupę. Szkoda, ponieważ płyta „W pracowni słowa i dźwięku” to jedna z ciekawszych, ale pomijanych przez nas, płyta w historii nadwiślańskiego rapu.

„Rap to pokazu umiejętności, a nie znajomości jak WBW” – wciąż czekam, aż ten wers stanie się aktualny. Tylko kiedy? I czy doczekam? (MAK)

Reklamy

About Mateusz "Axun" Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w jednym z liceów uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: