AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Paul McCartney – Kisses on the Bottom

Na płycie „Kisses on the Bottom” Paul McCartney prezentuje nam w sumie czternaście utworów, jednak zaznaczyć trzeba, że tylko dwa z nich są kompozycjami premierowymi. Czy warto sięgnąć po nową płytę ex-Beatlesa?

Paul McCartney (foto: last.fm)

Sir James Paul McCartney w latach 60. razem z Johnem Lennonem stworzył duet, którego w muzyce rozrywkowej nie potrafi do dnia dzisiejszego zastąpić nikt inny. Piosenki, które pisali, stawały się raz po raz światowymi hitami, wywindowały liverpoolską czwórkę na szczyt, na którym znajduje się ona nawet wiele lat po zakończeniu działalności zespołu. „Ob-La-Di, Ob-La-Da”, „Back in the U.S.S.R.”, czy chociażby jedna z moich ulubionych piosenek The Beatles – „Let It Be” przyczepiły do Anglika łatkę „dobrego producenta”. Tym razem jednak Paul ograniczył się do śpiewania.

Na płycie „Kisses on the Bottom” McCartney prezentuje nam w sumie czternaście utworów, jednak zaznaczyć trzeba, że tylko dwa z nich („Only Our Hearts” i „My Valentine”) są kompozycjami premierowymi, napisanymi przez samego muzyka. Zresztą Paul zrobił wszystkim trochę psikusa i to właśnie autorskimi piosenkami zapowiadał nowy album. Spodziewać więc można było się, iż na krążku coverów nie znajdziemy. Ostatecznie jednak na nim są i to w znacznej większości, ale… to nie szkodzi. Raz, że McCartney przypomina tytuły w większości trochę zapomniane (chociaż nie raz już przerabiane i śpiewane przez innych wykonawców, m.in. Nat King Cole’a, Marvina Gaye’a, Franka Sinatry, Joe Cockera, Niny Simone, Ringo Starra…), a dwa, że zrobił to naprawdę dobrze.

Zawarte na płycie utwory, to standardy amerykańskiej muzyki rozrywkowej, na których ex-Beatles się wychował. Nie dziwi więc fakt – oczywiście nie wypominam Paulowi wieku – że poszczególne kompozycje datowane są na lata 30. i 40. Ba, znajdziemy tutaj między innymi piosenkę „Always” z 1925 roku (!).

„Kisses on the Bottom” to płyta bardzo spokojna, wręcz minimalistyczna. Instrumenty używane są tutaj najskromniej jak to tylko możliwe, a i Paul nie wysila swoich strun głosowych. Intymność jego wokalu ładnie współgra z Dianą Krall, Jonnym Mandelem i Karriem Rigginsem, którzy mu akompaniują. Do tego, w dwóch premierowych utworach – niejako na deser – Stevie Wonder i Eric Clapton (ten prawdziwy, nie Hołdys). Istna drużyna marzeń.

Dziesięć lat temu, w 2002 roku, Rod Stewart nagrał płytę ważną dla Amerykanów. Wydawało się, że „It Had To Be You: The Great American Songbook” – i późniejsze jego części – wyczerpują temat amerykańskich standardów. Nic bardziej mylnego. Anglik po raz drugi zawstydził Jankesów. Po Stewarcie, McCartney dał Ameryce płytę z piosenkami, które znają tam niemal wszyscy. Czy to wystarczy na osiągnięcie sukcesu? Chciałbym, aby tak było. (Mateusz „Axun” Kołodziej)

Paul McCartney „Kisses on the Buttom”
(2012; Hear Music)

Reklamy

About Mateusz Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w dwóch szkołach (licealnej i podstawowej) uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

7 comments on “Paul McCartney – Kisses on the Bottom

  1. Tadeusz Kowalski
    2012-02-20

    I znowu PAN RECENZENT jest niekonsekwentny i sam sobie zaprzecza…to jak to wreszcie jest Mateuszu Kołodzieju z tymi coverami? jednym wolno śpiewać a innym nie ? ….. Proszę ewentualnych czytelników tego wpisu o lekturę recenzji AUTORA (i próby polemiki z nim) na temat śpiewania coverów przez Lorę Szafran.
    https://axunarts.wordpress.com/2012/01/17/lora-szafran-sekrety-zycia-wedlug-leonarda-cohena/
    oraz wywodów na temat „lenistwa lub nieumiejętności ” Maryli Rodowicz ponieważ nie pisze sobie tekstów i nie komponuje muzyki ( !!-przecież nigdy tego nie robiła) i w oczach Mateusza Kołodzieja przez to nie jest „artystką pełną gębą” (!!!-ja akurat za Marylą nie przepadam ale są chyba jakieś granice bełkotu AUTORA )..
    https://axunarts.wordpress.com/2008/08/29/maryla-rodowicz-jest-cudnie/#comment-7025
    a teraz w kontekście wynurzeń MATEUSZA KOŁODZIEJA na temat polskich wokalistek cytat z artykułu o najnowszym krążku Mc.Cartney’a : „Spodziewać więc można było się, iż na krążku coverów nie znajdziemy. Ostatecznie jednak na nim są i to w znacznej większości, ale… to nie szkodzi. Raz, że McCartney przypomina tytuły w większości trochę zapomniane (chociaż nie raz już przerabiane i śpiewane przez innych wykonawców, m.in. Nat King Cole’a, Marvina Gaye’a, Franka Sinatry, Joe Cockera, Niny Simone, Ringo Starra…), a dwa, że zrobił to naprawdę dobrze…(??!!!!)….aleś pojechał panie Mateuszu Axunie Kołodzieju…gratuluję świetnego samopoczucia…..

  2. patykowy
    2012-03-10

    Mój komentarz nie będzie tak cięty jak powyższy. ;) Zgrabna, ciekawa recenzja (choć nie do końca zgodna z moimi odczuciami); takoż i cały blog. Pozdrawiam, a zainteresowanych zapraszam do siebie, gdzie najnowszego McCartneya próbowałem porównać do płyty „Clapton” niejakiego Eryka C.
    http://patykowy.wordpress.com/

  3. @Patykowy: Nie zwracaj uwagi na komentarze Kowalskiego. On po prostu uważa, że jeśli napisałem negatywną recenzję jednej płyty z coverami, to z zasady powinienem pisać tak już o każdej innej – bez względu na jej zawartość muzyczną.

    Jako fan Beatlesów, pytam z czystej ciekawości każdego innego fana tego zespołu – jaki jest Twój ulubiony album tej Czwórki?

  4. tytuz
    2012-03-21

    patykowy spamer marny. niby komentarz napisal, ale juz odpisac nie potrafi jak sie o co pytaja. zostawil link i tyle go widzieli. yebac takich spamerow.

  5. A może po prostu od tamtego czasu tutaj nie wchodził? ;)

  6. patykowy
    2012-03-23

    @Axun:
    Na pierwszym miejscu ex aequo „Revolver”, „Sgt. Pepper” i „Abbey Road”. ;) Przepraszam, ale po prostu nie potrafię określić, która z nich jest lepsza (choć są przecież płytami bardzo różnymi).

    Dodam też może jeszcze, że niezwykle lubię „Rubber Soul” (zwłaszcza za następujące po sobie „Think for Yourself” i „The Word”), a ta płyta pojawia się w różnorakich zestawieniach dość rzadko.

    Do komentarza tytuza natomiast, jeśli pozwolisz, już się nie odniosę. ;]

  7. @Patykowy: Nie masz za co przepraszać. :) Z Beatlesami zazwyczaj tak jest, że trudno wybrać tę jedną płytę. :)

    @tytuz: Widzisz, i po co było się tak spinać? Więcej luzu, zawsze to powtarzam. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Informacja

This entry was posted on 2012-02-15 by in News and tagged , , , , , .
%d blogerów lubi to: