AxunArts

o muzyce od 2005 roku

The Embassy – Life In The Trenches

Nie mam wątpliwości, że The Embassy to prawdziwa muzyczna perła, diament, który jest szerzej nieodkryty i zapewne będzie nadal spokojnie spoczywał w czeluściach Szwecji.

Ta recenzja będzie tak samo prosta, jak płyta z którą mamy do czynienia. Po sześciu latach przerwy powrócili z nowym albumem The Embassy. Wrócili to trochę nagięcie definicji, bowiem duet ze Szwecji (cóż, że ze Szwecji) wydał, można powiedzieć w formie kompilacji, zbiór piosenek z ostatnich dziesięciu lat, które albo były singlami, albo czekały na półkach na odpowiedni moment. Słuchając zawartość ich najnowszej płyty „Life In The Trenches” zastanawiam się, dlaczego czekali tak długo?

The Embassy (foto: last.fm)

The Embassy to duet w składzie Fredrik Lindson (gitary, śpiew) i Torbjörn Håkansson (sample, dodatki). Fredrik Lindson i Torbjörn Håkansson. Warto te dwa nazwiska zapamiętać, ponieważ to po prostu geniusze. Geniusze melodii, o czym przekonuje najnowszy album. Jesteśmy prawdziwymi szczęściarzami, że mamy takich ludzi w branży, bowiem o pomysłową, świeżą muzykę trudno teraz tak samo, jak o rydza w lesie. Dwa poprzednie albumy znokautowały mnie pomysłem i prostotą i tak samo jest z najnowszą płytą. W czym tkwi esencja – otóż w naturalnym darze Szwedów w tworzeniu nienarzucających się, płynących niczym potok górski piosenek. Pomysłowość duetu wydaje się mieć niekończące się złoża, a każda kolejna piosenka pozostawia dziecięcą ciekawość: Co dalej? Czym teraz mnie zachwycą? Mogę być uznany za świra twierdząc, że dwóch kolesi – jeden z gitarą i dość fałszującym śpiewem i drugi przy tanim laptopie – może tworzyć muzykę ekstraklasy. Początkowe przesłuchanie może wydać wyrok: Powaliło cię? Przysłuchując się uważniej dwóm Szwedom, przychodzi jednak z czasem nieodparte wrażenie lekkości tworzonej muzyki i kolejnych pomysłów na melodię. Docenił to między innymi Pitchfork, dając „Life In The Trenches” ocenę 8.0/10. I dotyczy to bez wyjątku każdej piosenki, czy mówimy o synth-popowej „E6”, czy o prawie freak folkowej „Who Put The Ass In Embassy”. W porównaniu z poprzednimi płytami nic się nie zmieniło, oprócz długości i jednak większej niż wcześniej różnorodności. Ale to naturalne w przypadku kompilacji.

Nie mam wątpliwości, że The Embassy to prawdziwa muzyczna perła, diament, który jest szerzej nieodkryty i zapewne będzie nadal spokojnie spoczywał w czeluściach Szwecji. Przekonali mnie przy „Tacking”, przy „Futile Crimes” i teraz. I już nie mogę doczekać się pełnowymiarowej płyty lekko fałszującego duetu z laptopem, który wywarł wpływ na większość zespołów indie rynku szwedzkiego drugiej połowy nowej dekady. (Marcin Bareła)

The Embassy „Life In The Trenches”
(2011; Service)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Informacja

This entry was posted on 2011-10-08 by in News and tagged , , , , , , , .
%d blogerów lubi to: