AxunArts

o muzyce od 2005 roku

The Dø – Both Ways Open Jaws

Złym podejściem w tym przypadku jest nastawienie się na przebojową, melodyjną zawartość. „Both Ways Open Jaws” jest bardziej i głównie misz-maszem rytmiki i eksperymentu, aniżeli stricte piosenkową płytą. Zapraszamy do sprawdzenia recenzji nowej płyty The Dø.

Coś jest w tym fińsko-francuskim duecie, że intryguje, przyciąga, choć początkowe przysłuchiwanie się wywołać może zdziwienie, w najlepszym przypadku. Bo The Dø są niejako esencją muzycznego eksperymentu, który utrzymany jest w pewnych ramach, pozwalających przeciętnemu słuchaczowi eksperyment ten zrozumieć.

Zmysłowy, seksowny głos wokalistki, gitarzystki, kompozytorki muzyki, Finki Olivii Merilahti (na marginesie – bardzo pięknej dziewczyny) i muzyczne efekty Dana Levy, grającego na wielu instrumentach paryżanina. Oboje, po spotkaniu w 2004 roku, stworzyli duet The Dø. Ich debiut, „The Mouthful” (2008 rok), zasłużenie zebrał ciepłe recenzje krytyków, trzy lata po tej płycie mamy to, co dla wielu grup z dobrym debiutem na koncie jest zbyt dużym ciężarem do udźwignięcia – stworzyć drugi dobry album. Nie udało się chociażby Starsailor, nie udało się Bloc Party i wielu innym. The Do ciężar ten nie tylko udźwignęli, lecz śmiem twierdzić, że płytą „Both Ways Open Jaws” podnieśli ciut wyżej.

The Dø „Both Ways Open Jaws”

Złym podejściem w tym przypadku jest nastawienie się na przebojową, melodyjną zawartość. „Both Ways Open Jaws” jest bardziej i głównie misz-maszem rytmiki i eksperymentu, aniżeli stricte piosenkową płytą. Eksperymentu, który kiedyś, wraz z płytą „Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band” zespół The Beatles zmienił muzykę, a właściwie podejście do niej. To własnie echa Sierżanta Pieprza słychać na „BWOJ” najwyraźniej. Choćby na „Quake, Mountain, Quake”, gdzie słyszymy w tle orkiestrę, rozbrzmiewają miarowo akordy pianina, a całość strukturą przypomina nieco zwolnione „Getting Better” Beatlesów. Na „Too Insitent” są charakterystyczne trąbki, lekko kabaretowe „The Calendar” zaś bawi smyczkami, perkusją i flecikami. W warstwie wokalnej, piosenka do złudzenia przypomina (tonacja, brzmienie) przebój Janis Joplin „Mercedes Benz”. Wokalizę i twórczość Björk słychać w „Moon Mermaids”, to tu, to tam przebrzmiewają Coco Rosie, jednak to duch Beatlesów unosi się w powietrzu (nie dosłownie, ale jednak) przy okazji odtwarzania zawartości najbardziej. Czy to w trąbkach, w smyczkach, w warstwie zharmonizowanych, zgrabnych wokali lub przez agresywne akordy pianina, nieoczekiwanych zmianach tonacji, tempa – po prostu to słychać.

Jak na swego rodzaju eksperyment muzyczny płyta jest naprawdę udana, a co najważniejsze – jest przystępna. Powinna być – w przeciwieństwie do większości dzieł Björk, zrozumiana i w naszym, ciągle jednak muzycznie hermetycznym kraju. O ile, w ogóle do nas dotrze, i ktoś się nią zainteresuje. (Marcin Bareła)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Informacja

This entry was posted on 2011-05-08 by in News and tagged , , , , , , , .
%d blogerów lubi to: