AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Whitney Houston – I Look To You

Superstar, Legend, Icon – takimi przymiotnikami określana była Whitney Houston na początku filmiku, jaki zapowiadał nową płytę na jej oficjalnej stronie. Tylko że status gwiazdy i jej świetlana przeszłość nie zamaskują słabego poziomu krążka zatytułowanego „I Look To You”.

Whitney Houston miała dosłownie wszystko – talent, sławę, piękną barwę głosu (pięć oktaw człowieku, pięć oktaw!), pieniądze. Była najlepszą czarnoskórą wokalistką lat 90. ubiegłego stulecia. Ba! Była najlepszą wokalistką na świecie w tamtym czasie – bez względu na kolor skóry, muzykę jaką robiła, narodowość czy religię. Jedak ten sukces okazał się początkiem jej końca. Kariera przewróciła jej w głowie, osoby jakie ją otaczały umiały wykorzystać jej łatwowierność i mało asertywną postawę (vide były małżonek Bobby Brown). Wszystko to doprowadziło do jednego – Houston z piedestału spadła na dno, to życiowe i muzyczne. Teraz płytą „I Look To You” powraca po siedmiu latach przerwy.

Nowy album urodzonej w Ameryce wokalistki jest dla mnie dziwny i niełatwy w odbiorze. Cały czas mam bowiem w głowie te piękne ballady, które Houston śpiewała kilkanaście lat wstecz. Pamiętam, że jako mały chłopak byłem niesamowicie zdumiony tym, z jaką łatwością piosenkarka ta „wyciąga”, mówiąc kolokwialnie, najwyższe dźwięki. Z dawnej Whitney pozostało niestety niewiele. O ile jeszcze w tytułowym utworze (dużo skojarzeń z pamiętnym „I Will Always Love You”) oraz piosence „I Didn’t Know My Own Strength” artystka próbuje momentami zbliżyć się do swojego dawnego brzmienia, tak resztę płyty można śmiało uznać za skazę na aksamicie.

Whitney Houston – „I Look To You” (okładka)

Artystka, która przez lata była inspiracją i wzorem do naśladowania dla młodych, zaczynających karierę wokalistek soul oraz R’n’B, powróciła z płytą miałką, nudną, poziomem odstającą od jej wcześniejszych dokonań. Gdyby album ten nagrała któraś z debiutujących piosenkarek, prawdopodobnie wziąłbym go z przysłowiowym pocałowaniem ręki i uznał jako dobry prognostyk na przyszłość. A tak, dostajemy kolejny materiał, w którym swoje paluchy maczał Akon (utwór „Like I Never Left” z jego wokalnym udziałem jest po prostu wstrętny) oraz szereg innych producentów, którzy swoim poziomem nie dorastają nawet do pięt tak wielkiej postaci jaką jest Houston.

Przez te ostatnie lata Whitney wycierpiała wiele. Wróciła jednak do czynnego śpiewania, poukładała sobie życie prywatne, przez co udowodniła, że jest osobą silną. Sama wokalistka daje temu artystyczny wyraz w jednym utworze następującymi słowami: „I didn’t know my own strength / and I crashed down and I tumbled / but I did not crumble / I got through all the pain / I didn’t know my own strength / Survived my darkest hour / My faith kept me alive / I picked myself back up / hold my head up high / I was not built to break / I didn’t know my strength, oh” (pl.: „Nie znałam mojej własnej siły / Rozbiłam się i stoczyłam / Ale nie rozpadłam się / Zniosłam cały ból / Nie znałam mojej własnej siły / Przetrwałam moją najciemniejszą godzinę / Moja wiara utrzymała mnie przy życiu / Pozbierałam się z powrotem / Trzymam moją głowę wysoko / Nie zostałam stworzona do upadku / Nie znałam mojej własnej siły”).

I właśnie fragment mówiący, iż Houston „nie jest stworzona do upadku” napawa mnie najbardziej optymizmem i daje wierzyć w to, że wokalistka powróci jeszcze z naprawdę dobrym albumem, a nie jedynie półśrodkiem mającym na celu przypomnienie się muzycznemu środowisku, bo inaczej „I Look To You” określić nie mogę.

Reklamy

About Mateusz Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w dwóch szkołach (licealnej i podstawowej) uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

5 comments on “Whitney Houston – I Look To You

  1. Anonim
    2009-09-08

    nie zgadzam się do końca. płyta nie jest faktycznie bardzo dobra, lecz tylko 3,5? zdecydowanie za mało. jest przecież kilka ładnych ballad, szybszy singiel. typowa płyta z pogranicza nowoczesnego rnb/soul

  2. ad.
    2009-09-20

    a może to niestety czasy się zmieniły i tylko taki materiał muzyczny dzisiaj ma szansę sprzedać się…czyli zaważyła nad poziomem artystycznym komercja…żyć z czegoś trzeba!

  3. Wynika z tego niestety, że sprzedaje się dzisiaj tylko tzw. „shit”, a nie prawdziwa, dobra muzyka.

  4. ola
    2009-11-14

    mam nadzieje jednak ze komercja i potrzeby rynku nie zjedza jednak tak dobrej plyty, bo szkoda by bylo. Mam nadzieje ze chociaz caly ten Onestep troche podniesie poziom plyty bo jednak kupienie smsem jest wygodne a to moze nakrecic troche poziom nowej plytyki zwlaszcza ze firma ta nie sprzedaje typowego „shitu”

  5. Anita
    2009-11-23

    Właśnie słucham nowej płytki i zupełnie się nie zgadzm z tym ,że jest słaba .Może nie jest to jej najlepsza płyta ale ……..po takich przeżyciach. To subtelna , refleksyjna muzyka . A kilka piosenek to naprawdę perełki.Ale żeby w pełni to docenić trzeba ich posłuchać kilka razy .To prawda że brakuje słynnych „górek” ale czuję ,że na następnej płycie ona nam pokarze. Ja nie mogę się doczekać. Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Informacja

This entry was posted on 2009-09-01 by in News and tagged , , , , , , .
%d blogerów lubi to: