AxunArts

o muzyce od 2005 roku

The Sounds – Crossing the Rubicon.

Grupa The Sounds powraca z trzecim studyjnym albumem. Po niewątpliwym sukcesie jakim był krążek „Dying to Say This to You” szwedzkiej formacji przyszło zmierzyć się z syndromem trzeciej płyty i Blondie – legendarnym zespołem, do którego porównywana jest od samego początku. Premiera płyty „Crossing the Rubicon” miała miejsce 2 czerwca. Dzisiaj, dwa tygodnie po tej dacie, zapraszam do zapoznania się z jej recenzją.

Widzisz zespół złożony z samych mężczyzn i blond wokalistki. Grupa gra muzykę utrzymaną w klimatach new wave, indie rocka i post-punka. Jaka nazwa przychodzi Ci jako pierwsza na myśl? Blondie? Tak, ja miałem identyczne skojarzenie. I powiem szczerze, że jest mi trudno za każdym razem, kiedy słucham płyt The Sounds, chociaż teoretycznie nie porównywać obu tych kapel. Wystarczy zapoznać się chociażby z kilkoma taktami utworu „Beatbox” z tej płyty, by od razu znaleźć odwołania do hitu sprzed lat, jakim była piosenka „Rapture”. Jednak kiedy już mi przechodzi i zdaję sobie sprawę, że Maja Iversson nigdy nie będzie Debbie Harry, a szwedzka grupa to nie legenda z przełomu lat 70. i 80., mogę spokojnie zabrać się do oceny ich pracy.

The Sounds – „Crossing the Rubicon”

Krążek ten, to jedna z mocniejszych pozycji, jakie miały swoją premierę w 2009 roku. Dwanaście dobrych piosenek bez wypełniaczy – i ten fakt sprawia, że tak naprawdę nie ma się (mówiąc kolokwialnie) czego czepić. Można wprawdzie próbować doszukiwać się nudy w końcowych partiach płyty lub w tytułowym utworze, czy też, wcześniej wspomnianej, zbytniej inspiracji formacją Blondie. Jedak po włączeniu krążka „Crossing the Rubicon” wszystkie te argumenty są ucinane przez samych artystów. Muzycznie jest ciekawie, tekstowo też można swoje uszczypnąć, ponieważ Maja Iversson głupia nie jest i lirycznie potrafi zaskoczyć.

Znowu będziecie psioczyć, że nie umiem być krytyczny, że swoim faworytom bez względu na to w jakiej są formie, zawsze wystawiam wysokie oceny. Ale co ja zrobię, że zespoły, które lubię, nie zawodzą tak często, jak Wasi ulubieńcy? To przecież nie moja wina, że utwory takie jak singiel „No One Sleeps When I’m Awake”, czy „Lost In Love” i „Midnight Sun” wżerają mi się w mózg tak głęboko, że po jakimś czasie stają się pełnoprawną częścią mnie, kolejnym moim organem. To jest tak, jak z tytułowym przekraczaniem rzeki Rubikon – stawiasz krok i po sprawie, wrzucasz płytę „Crossing the Rubicon” do odtwarzacza, wciskasz play i nie ma odwrotu. Tak prawda.

Recenzja opublikowana także na łamach portalu Gazeta Wirtualna.

Reklamy

About Mateusz Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w dwóch szkołach (licealnej i podstawowej) uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Informacja

This entry was posted on 2009-06-13 by in News and tagged , , , , , , , .
%d blogerów lubi to: