AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Franz Ferdinand – Tonight: Franz Ferdinand.

Trzeci studyjny krążek grupy Franz Ferdinand swoją światową premierę będzie miał już w poniedziałek, 26 stycznia. Jednak dzięki uprzejmości serwisu MySpace, wytwórni Domino oraz samych muzyków, album mogliśmy przesłuchać przed premierą. Oto recenzja płyty zatytułowanej „Tonight: Franz Ferdinand”.

Franz Ferdinand to – jak głosi napis na oficjalnym profilu MySpace – „czterech kolesi, którzy spotkali się w Glasgow i stworzyli zespół”. Proste, prawda? Nie ma się jednak co rozpisywać o ich historii, bo to nie pora na tego typu opowieści kto kogo poznał i w jakich okolicznościach. Istotne jest jednak to, jak sami muzycy wspominają, założyli zespół po to, by tworzyć muzykę dla dziewczyn tańczących na koncertach. Mogliśmy się o tym przekonać na gdyńskim festiwalu Open’er 2006 oraz w listopadzie ubiegłego roku w Warszawie. Faktycznie tak jest – chłopcy grają, a dziewczyny pod sceną szaleją.

Album „Tonight: Franz Ferdinand” nie będzie więc zawodem dla fanek, lubiących poskakać w rytm muzyki tworzonej przez Brytyjczyków, gdyż jest to także materiał taneczny, który wypełniają przebojowe piosenki. Nie są to już jednak rockowe brzmienia z pazurem, jak miało to miejsce chociażby na ostatniej płycie chłopaków z Glasgow, „You Could Have it So Much Better”. Nowy krążek to bardziej gitarowy pop, niż rock. FF brzmią momentami śmiesznie. Ale nie dziwcie się. Jak macie w pamięci poprzednie płyty, też będziecie mieli takie początkowe wrażenie, które na dodatek spotęgują eksperymenty z muzyką elektroniczną, robioną na bazie klawiszowych instrumentów.

Nie można jednak powiedzieć, że zmiana wyszła grupie na złe. Po momencie lekkiego, początkowego zdziwienia, przychodzi chwila refleksji, po której słuchamy już płyty z zaciekawieniem do samego końca, by później włączyć ją raz jeszcze. Nowy krążek FF ma tą przewagę nad swoimi poprzednikami, że nie nudzi się tak szybko. Za każdym razem odkrywamy bowiem w muzyce na nim zawartej coś nowego, co pozwala nam na nowo zasłuchiwać się w dźwięki gitar, perkusji, klawiszy i wokalu Alexa Kapranosa.

Muzycy z FF jak zwykle zadbali o to, by ich płyta była wypełniona potencjalnymi hitami. Obok, mam nadzieję, znanego już słuchaczom na całym świecie singlowego numeru „Ulysses”, na pierwszy plan wybijają się „No You Girls”, „What She Came For”, „Lucid Dreams” i „Send Him Away”.

Niewątpliwie chłopacy z Glasgow zrobili się mniej zadziorni i grzeczniejsi. Jeszcze dwa lata temu słyszałem określenie, że jeśli będą się rozwijać, to już niedługo zostaną okrzyknięci nowymi Stonesami. Jednak jak widać, a raczej słychać na nowej płycie, FF jest dziś bliżej do ułożonych i spokojnych Beatlesów niż Micka Jaggera i spółki. Co oczywiście wcale nie znaczy, że ich wartość artystyczna jest mniejsza. Albumem „Tonight: Franz Ferdinand” muzycy pokazali, że żadne granie nie jest im obce i bardzo dobrze odnajdują się również w zalatującym popem gitarowym graniu.

Reklamy

About Mateusz Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w dwóch szkołach (licealnej i podstawowej) uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Informacja

This entry was posted on 2009-01-24 by in News and tagged , , , .
%d blogerów lubi to: