AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Jucifer – L’Autrichienne.

Jucifer to amerykański duet (tak, duet) grający bardzo różną muzykę. Wśród dokonań projektu można znaleźć przebojowego, skocznego rocka, miażdżące wszystko przed sobą doom’owe walce czy nawet grindcore’owe niszczyciele. Stąd też właśnie ciężko zaklasyfikować jednoznacznie nie tylko grupę, ale nawet poszczególne albumy.

„L’Autrichienne” to album dość dla mnie szczególny. Po pierwsze – było to moje pierwsze spotkanie z tymże projektem. Po drugie – po zapoznaniu się, jako takim z resztą dokonań, mogę śmiało stwierdzić, że to swoiste ‚opus magnum’ zespołu (pozwolę sobie dla wygody używać tego określenia).

Zaczyna się przyjemnie – od przebojowego „Blackpowder”. Jest świetny riff, prosty rytm i świetny wokal Amber. Aż się człowiekowi chce słuchać, dopóki nie następuje to o czym mówiłem na wstępie.

Kolejny na liście jest „Thermidor” – z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że utwór jest kompletnie grindcore’owy. Grany jakby się duecikowi spieszyło, w dodatku agresywnie. Nie koniec to niespodzianek, gdyż pozycja #3 – „To Earth” – jest już spokojniejsza, klimatyczna, doom metalowa. Mógłbym tak wymieniać bez końca – bo album właśnie tak jest ‚poskładany’ – dość ‚randomowo’.

I dochodzimy do momentu, kiedy trzeba sobie jasno powiedzieć – jeżeli chcesz zacząć przygodę z Juciferem, to myślę, że „L’Autrichienne” to świetny album. Przekrojowy. Znajdziemy wszystko, czym zespół się parał – w mniejszym lub większym stopniu. No i w zasadzie trzeba wziąć pod uwagę, że Jucifer na każdym właściwie albumie tak dobierał kompozycje.

Czepiając się strony technicznej – nie ma się czego przyczepić. Jest naprawdę świetnie. Gdy ma być skocznie – jest skocznie, gdy ma być powoli i klimatycznie – jest (no i tutaj na jakiegoś Grammy czy innego muzycznego Oskara definitywnie zasługuje tytułowy utwór „L’Autrichienne” – cudo). „Thermidor” miał zniszczyć – zniszczył. Podoba mi się brzmienie gitary Amber, do perkusji zastrzeżeń nie ma – ot jest sobie i nie przeszkadza (to już plus…). Jest jedno ‚ale’. Album ze wzgędu na swoją budowę i różnorodność dość szybko męczy. W zasadzie w całości album przesłuchałem może dwa razy – normalnie po prostu włączam jeden z wielu ulubionych utworów, ale w zależności od tego, na co mam ochotę. No i trzeba też zwrócić uwagę na to, że album jest dość długi.

Polecam zarówno album jak i zespół ogólnie wszystkim, którzy lubują się w poznawaniu zespołów niestandardowych i lubiących łamać pewne wyznaczone granice. Nie jest to zespół na pewno wybitnie nowatorski pod względem kompozycji – bo kawałki są zagrane ‚tylko’ bardzo dobrze, jednak sposób w jaki Jucifer próbuje zdobyć nasze głośniki jest ciekawy i nietuzinkowy. Zwłaszcza, że (paradoksalnie) mimo tak wielkiej różnorodności utwory do siebie… pasują.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Informacja

This entry was posted on 2008-12-09 by in News and tagged , , , .
%d blogerów lubi to: