AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Merzbow – Merzbird.

Kto nie zna Merzbow niech żałuje. Albo i nie. Najkrócej mówiąc – granie zdecydowanie NIE na każde ucho. Pan Masami Akita obraca się w kręgach muzyki (ten termin jest używany raczej umownia) noise’owej, a na całą jego dyskografię potrzeba osobnego (i to naprawdę obszernego) artykułu w wkismieciu – dla zainteresowanych.

W pewnych kręgach Merzbow jest bardzo dobrze znany i czasami ubóstwiany. No cóż, biorąc pod uwagę, że współpracował z Mike’m Pattonem, Sunn O))), Borisem, Sonic Youth, Alec’iem Empire, Current 93, ludźmi maczającymi palce w Masonnie, czy Hijokaidan. Ale tutaj możnaby wymieniać znaaaacznie więcej. Ja niestety wszystkich ‚kolaboracji’ nie pamiętam, to pierwsze co mi do głowy wpadło.

Sam nie wiem dlaczego akurat tę płytę recenzuję (łamane przez ‚staram się recenzować’). Trudno wybrać jakąś najlepszą płytę z całej dyskografii Merzbow, ponieważ trudno poznać całą, jak już wspomniałem. Chyba to dlatego tak sobie upodobałem „Merzbird”, że poznałem jako pierwsze…

W zasadzie należałoby pogratulować każdemu, który za pierwszym razem przesłuchał płytę od początku do końca, nie mając większego pojęcia jak brzmi noise. Otwierający płytę 10-minutowy „Black Swan”, mówi wszystko. Nie ma lekko, hehe. Głowa boli od słuchania, a tutaj jeszcze 1/10 utworu nie minęła.

Jest jakaś dziwna, masochistyczna chyba, przypadłość u mnie. Przyznaję bez bicia, sam za pierwszym razem poległem. Za drugim i trzecim również. Ale coś w Merzbowie jest takiego, że mimo ewidentnie ‚odwrotnej’ estetyki, przyciąga. Jest coś w tym buczeniu, ‚przesterowanych’ rytmach i modulowanym wrzasku Akity.

Jedziemy dalej?

„Mandarin Duck” któryś z moich znajomych określił jako ‚dyskotekę z poważnymi problemami technicznymi’. Tak, podoba mi się to. To jest dyskoteka, jaką lubię. „Emu” – najagresywniejszy chyba na płycie. Nie wiem dlaczego. Jakoś tak. „Victoria Crowned Pigeon” zaczyna się bardzo fajnym beat’em. Później Akita się rozkręca, zaczyna się drzeć, dochodzi troche pisków, trzasków. Wesoło.

Fajnie wyróżnia się tutaj „White Peafowl”. Zaczyna się od pisków, do jakich powinien się słuchacz przywyczaić (bo inaczej jak dotrwał do tego momentu?) oraz ‚riffem’ (umownie) gitarowym.

Swoją drogą Masami gra na gitarze własnej produkcji. Kto nie widział, niech żałuje. Na filmikach z koncertów na YouTube na pewno znajdziecie. Bynajmniej – nie służy mu ona do wygrywania jakże-zajebistych-nie-z-tej-ziemi-solówek, a (niespodzianka) do generowania jeszcze większej ilości hałasu. Wychodzi fajnie.

Na tle całej płyty „Brown Pelican”, zamykający album, wydaje się w zasadzie spokojny. Całkiem fajny rytm wystukiwany na perkusji + hałas + więcej hałasu + wesołe zabawy w scretch’owanie.

Jakieś słówko na koniec? Hmm… ciężko będzie.

Poleciłbym fanom noise’u – ale każdy kto słucha noise’u wypociny Akity już dawno zna, więc nie ma sensu. Polecać ludziem ‚nie wtajemniczonym’ może nie będę – bo za ciężkie w odbiorze jak na początek. Prędzej coś z płyt z kategorii „feat. Merzbow”. No więc co zostaje?
Amen.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Informacja

This entry was posted on 2008-10-11 by in News and tagged , , , .
%d blogerów lubi to: