AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Justin Timbarlake – Futuresex / Lovesounds.

W obecnej dobie nachalnego i obrzydliwego ‚anal popu’ trudno o album, który byłby jednocześnie mainstream’owy, dobry, taneczny i hipnotyzujący. Jeżeli do tego wszystkiego dodamy fakt, że jego twórcą ma być wokalista, który przez lata swojej muzycznej ‚szczenięcości’, zabawiał w jednym z najbardziej obciachowych zespołów wszech czasów, to mamy swego rodzaju mission impossible.

Do projektu, jeszcze długo przed jego wydaniem, odnosiłam się dość sceptycznie. Nie ciągnęło mnie do debiutu pana Timberlake’a, oj, kolokwialnie mówiąc, szlag mnie trafiał przy usłyszeniu miauczącej „Senority” czy tego tam podobno arcydzieła zwanego „Rock Your Body”. Łatka boysband’u była na piersiwie Justin’a tak wielka, że nawet nie chciało mi się na niego patrzeć.

Ale potem zjawił się Czarny Bóg i powiedział ‘hej Digger, Twój Guru robi bity dla Timberlake’a’. Załamałam się. Nie rozumiałam co Timbaland, produkujący wcześniej dla takich artystów jak Missy Elliott czy Aaliyah, robi u Justina. Pewnego słonecznego dnia usłyszałam pierwszy singiel „SexyBack”. Pierwsza myśl? Osz, jakie to okropne. Jakie irytujące i wtórne. Chciałam odrzucić wizję wspinającej się po listach przebojów tej strasznej i koszmarnej piosenki, ale nie udało mi się. „SexyBack” męczył mnie, katował, zniewalał. Zanim się opamiętałam, śpiewałam pod prysznicem them mothafuckas don’t know how I act. OK, Timberlake, wygrałeś. Teraz niech mi ktoś podrzuci nielegalną kopię albumu na mój twardy dysk i mogę rozpocząć autotortury.

Zaczęło się niewinnie. Otwierający krążek FutureSex/LoveSound” to takie całkiem przyjemne pitu-pitu z przyjaznym bicikiem i dosyć lubieżnym klimatem. „Her body’s pressed up on me/I think she’s ready to blow/Must be my future sex love sound… – OK, robi się ciepło. Zresztą o seksie Justin’ek nawija, miauczy i szepcze sporo i bardzo gorąco. Można wręcz powiedzieć, że poza paroma momentami ta płyta, to hołd dla seksu. Pulsujące słonecznym funkiem i zalatujące prince’owym klimatem „Sexy Ladies” ze świetnym preludem „Let Me Talk To You”, trochę śmieszne „My Love”, czy już ten zniewalający „SexyBack”. Chociaż, oczywiście, są również numery totalnie nietrafione. Takie „Chop Me Up” z patafianami z Three 6 Mafia przykładowo. Do dzisiaj nie rozumiem, o co w tej piosence chodzi. (Harder to kick than cigarettes and green thangs ?? / Harder to escape than jail cells and bills / You had me lost since ?? / Like Michael Jackson, how you do me this way?. WTF? Panowie, zaciśnijcie mocno na szyjach swoje bling blingi, udławcie się grillzami i pójdźcie się łaskawie zaorać). No, albo „Until The End of Time”. O ile wersja koncertowa rozbroiła mnie doszczętnie, o tyle w tej studyjnej zawodzenie mnie lekko zniechęca. Ale to tylko drobne pomyłki. Skupmy się na tym, że na „FutureSex…” mamy różnego rodzaju bombeczki, rozpierdalacze, petardeczki i fotelo-wgniatarki. Tu nie ma o czym pieprzyć, to trzeba poczuć.

PS. Timberlake, Ty cholerna bambaryło, nienawidzę Cię za nagranie tego zajebistego albumu. Nienawidzę, a jednak kocham. Powrócę tu po raz ostatni do tego nieszczęsnego „SexyBacka”: Dirty babe / You see the shackles / Baby I’m your slave. No, baby. Not yet. Teraz to Ty skuwasz kajdankami i dyktujesz warunki. Teraz to Ty rządzisz w popie. A mi pozostaje się poddać. Czekamy na następne rewelacyje, ahoj.

Recenzja ukazała się także na muzykasrodka.blogspot.com

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Informacja

This entry was posted on 2008-08-17 by in News and tagged , , , .